niedziela, 8 września 2013

Rozdział 17 (+xx)

Ehmmm noo too ten rozdział +16/ +18.
Dobra i tak wiem, że wszyscy to przeczytacie ;) 
<--- Jeśli  masz konto na google lub twitterze, dodaj się do obserwatorów! 
Dedyk dla @jestemhipsterem 


Ann:

- Ann … - usłyszałam tylko jak, ktoś wypowiada moje imię. Dokładnie wiedziałam, kto to był, lecz dla pewności odwróciłam się w jego stronę. Po moim ciele przeszedł dziwny prąd, może spowodowany dotykiem naszych dłoni. Jego wielkie, niebieskie oczy pełne smutku, a zarazem nadziej wpatrywały się w moją nędzną, zmęczoną życiem twarz. Nie mogłam znieść tego spojrzenia, czułam, że to przez mnie, że ten idealny człowiek niszczy się od środka. Spuściłam głowę, nie byłam w stanie nic powiedzieć. Po kilku minutach, a może tak mi się wydawało, że to były minuty, albo chciałam, aby były to minuty, pragnęłam, aby w tej chwili czas się na chwilę zatrzymał, abym mogła przemyśleć, co mu powiedzieć, aby poskładać moją wypowiedź w kilka logicznych zdań, aby wyrazić swoją skruchę, bezradność, miłość, winę. Tyle przeciwnych uczuć połączyć w jedno, aby człowiek, który stoi jak słup soli przed moją sylwetką, zrozumiał mnie, chociaż sama nie mogłam w ciągu ostatnich dni zrozumieć samej siebie, a co dopiero chciałam, aby on mnie zrozumiał. W mojej głowie kłębiło się jedno pytanie: Czy ja jeszcze dla niego coś znaczę? Po tym jak zobaczyłam go z Demi szczerzę w to wątpiłam, nutką nadziej mogło być to, że zostawił ją w klubie karaoke i pobiegł za mną. Podniosłam głowę tak, abym mogła patrzyć w jego hipnotyzujące oczy, na oczy, które kiedyś należały do mnie, w które mogłam się wpatrywać ile tylko chciałam, które wyrażały miłość do mojej osoby, niestety.. Jeden głupi krok i wszystko znikło jak z pięknej bajki. Z rozmyślania wydarł mnie dźwięk jego głosu.
- Ana, kotku błagam cię tylko nie płacz, nie mogę tego znieść – powiedział cicho. Nawet nie zdawałam sobie sprawy z tego, że po moich policzkach cieknął łzy, byłam za bardzo zatracona w tym, co straciłam przez własną głupotę.
Spuściłam wzrok i otarłam palcami moje policzki z łez, lecz nadal napływały nowe. Po minucie moje łzy przerodził się w histeryczny płacz. Widziałam, że Niall przybliżył się do mnie, niespodziewanie objął mnie swoimi ramionami, a ja wtuliłam się w jego obojczyk. To było wymarzone rozwiązanie w tej chwili zero słów, tylko jego dotyk oraz niesamowity zapach.
- Ana, chodź pojedziemy do hotelu i spokojnie porozmawiamy – powiedział.
Udaliśmy się szybko do samochodu, który był zaparkowany po drugiej stronie ulicy, Niall otworzył mi drzwi, po czym sam okrążył pojazd i usiadł na fotelu koło mnie. Chłopak powiedział kierowcy gdzie ma jechać, sekundę później przemierzaliśmy już ulicę Los Angeles. Przeniosłam mój wzrok z szyby na siedzącego obok mnie Nialla, wpatrywał się cały czas we mnie nie miałam pojęcia, co mam zrobić, co mam powiedzieć. Horan wyciągnął rękę w moją stronę, nie zrobiłam żadnego ruchu, za to jego ręka spoczęła na moim policzku, czego efektem były ciarki na całym moim ciele. Niall małym palcem z żółwim tempem przesuwał po moich ustach. Moje oczy były wytrzeszczone, a umysł czekał na dalszy rozwój sytuacji. Niall przybliżył się jeszcze bardziej tak, że stykaliśmy się bokami naszych ciał. Ja siedziałam nadal nieruchomo. Irlandczyk wsunął swoje dłonie pod moje kolana i zwinnym ruchem posadził mnie bokiem na swoim kolanach, siedziałam wyprostowana i nadal bardzo spięta, Niall przycisnął mnie do swojej piersi, jedną ręką objął moje place, a druga spoczęła na mojej szyi.
- Ana, rozluźnij się przecież nic ci nie zrobię kochanie.
Moje ciało w tej chwili nie było kompatybilne z moim umysłem. Po co on mi to mówił? Przecież ja nawet nie podejrzewałabym, że on może mi coś zrobić. Po prostu było tych wrażeń za dużo jak na taki krótki okres czasu. Nie byłam pewna mojej przyszłości, a raczej czy będę ją mogła dzielić z Niallem. Czułam się jak bym biegała w gęstej mgle nie mogąc znaleźć tego jednego jasnego światełka, które pomogłoby mi odnaleźć drogę do celu. Wzięłam wdech i wydech kilka razy, aby się odprężyć. Nialler oparł swoje czoło o moje, nasze usta dzieliło zaledwie dwa centymetry. Tak bardzo pragnęłam go pocałować, poczuć jego usta wyrażające miłość do mojej osoby. Nawet nie zdążyłam mrugnąć, a jego usta już ocierały się o moje próbując pokazać jak bardzo mu na mnie zależy. Czułam się jak w siódmym niebie, a zarazem okropnie, to ja powinnam o niego walczyć po tym wszystkim, a nie odwrotnie. Niall zauważył, że po moich polikach już nie pierwszy raz dzisiejszego wieczoru płyną łzy, otarł je lekko opuszkami swoich palców.
- Niall, błagam cię nie zapomnij nigdy o mnie, to moja wina, to ja rozwaliłam to, co było dla mnie najważniejsze, czuję się jak pusta lala, a najgorsze w tym wszystkim jest to, że skrzywdziłam osobą, na której mi w życiu najbardziej  zależało – nie dałam rady dalej mówić, ponieważ Niall znowu połączył nasze usta w jedność.
Całował jak nigdy, jakby kiedyś się powstrzymywał przed tym ile może mi pokazać, czułam się onieśmielona, między naszymi pocałunkami wyszeptał mi tylko w ucho.
- Kotku proszę cię zapomnijmy już o tym wydarzeniu, gdym do ciebie dzwonił prawdopodobnie to wszystko by się nie wydarzyło, najważniejsze jest to abyś my mogli to wszystko odbudować, kocham cię najmocniej na świecie, nawet mocniej niż jedzenie – te ostatnie słowa wywołały na mojej twarzy wielki uśmiech, zaczęłam się razem z moim Irlandczykiem głośno śmiać, gdy się opanowaliśmy odpowiedziałam mu tylko.
- Heh to chyba rzeczywiście bardzo mocno mnie kochasz.
- Oczywiście misiaczku, pytanie jest czy ty mnie równo mocno – popatrzył w moje oczy pełen wątpliwości.
Wbiłam się w jego delikatne usta, rozpoczęliśmy bitwę naszych języków o dominację, niestety Horan wygrywał tą wewnętrzną batalię.
- Taka odpowiedź ci wystarczy? – Niall na to pytanie pokiwał potwierdzająco głową.


Jechaliśmy już windą do apartamentu chłopaków, wyjątkowo byliśmy sami w windzie, za pewno z tych
powodów, iż po pierwsze było już bardzo późno i było kilka wind w tym hotelu. Chłopak trzymający mnie za rękę miał na twarzy wymalowany szeroki uśmiech, uśmiech, który dawał mi znak, że jest szczęśliwy. Z moich rozmyślań obudziło mnie to, że zostałam popchnięta na ścianę w windzie, zobaczyłam błysk pragnienia w oku mojego towarzysza. Niall odsunął moją twarz na bok i intensywnie wbił się w moją skórę, którą ssał przez moment, w tym czasie jego dłonie zjechały od moich pleców, aż dotarły do pośladków, czyli jego celu. Lekko je ścisną, po czym gwałtownie mnie podniósł, ja oplotłam go nogami w pasie, a ręce ułożyłam na jego karku. Zauważyłam, że Horan mruczy więc moje dłonie wplotłam w jego włosy, po czym lekko za je pociągnęłam. Gdy Niall skończył swoje oznakowanie, mnie iż jestem jego, drzwi windy się otwarły. Chciałam z niego zejść, byłoby mi przecież wstyd gdyby ktoś zastał nas w takiej sytuacji, ale on mocno mnie trzymał, nie pozwalając mi wykonać tej czynności, która chciałam. Szybko przeszliśmy pod drzwi kluczowego pokoju, a raczej Niall doszedł, wyciągnął z tylnej kieszeni kartę przejechał nią po czytniku, kopnął drzwi. Przeszedł przez drzwi pierwszą czynnością jaką wykonał było rozświetlenie tego pomieszczenia.  Moim oczom ukazał się nienagannie posprzątany salon, w kolorystyce raczej jasnej, duża kanapa, kilka foteli, wielki telewizor na ścianach, standard w hotelach, jednak nie długo mogłam się rozejrzeć po pomieszczeniach, w jakich chłopcy teraz mieszkali, bo Niall ze mną na rękach udał się jak sądzę do swojego tymczasowego pokoju, w którym było ciemno, ale Horan zaświecił małą lampke nocną , nie powiem zaintrygowało mnie to, uśmiechnęłam się jak jakieś dzikie zwierzę pod nosem. Niall puścił mnie na łóżko, wylądowałam na plecach, gdy próbowałam się podnieść mój kociak przylgnął już do mnie swoim ciałem, jak się po chwili zorientowałam na jego torsie nie było już koszulki.
Niall leżał nad mną, między moimi nogami, obsypywał mnie milionem pocałunków, nie powiem podobało mi się o to bardzo, moje ciało przeszły ciarki zadowolenia, kiedy Irlandczyk przygryzał gdzie nie gdzie płaty mojej skóry.Oplotłam jego tors nogami. W dole brzucha latało miliony motylków. Oplotłam dłońmi szyje Nialla, na co ten mruknął.
- Księżniczko masz zimne rączki – mruknął z pod przymrużonych powiek.
- Hmm a wiesz, co to oznacza? –  zapytałam zaczepnie.
- Oj wiem, wiem, i wcale nie wątpię, że jesteś świetna w łóżku, może nie długo sam będę się mógł o tym przekonać – odpowiedział z chrypką w głosie.
Mój mózg jak zwykle za bardzo analizował wszystko na raz, ehm nie byłam pewna czy jestem teraz gotowa stracić dziewictwo z Niallem, kochałam go i to bardzo, ale nie chciałam, aby to stało się tak spontanicznie i bez żadnego mojego przygotowania. Momentalnie znieruchomiałam Niall to zauważył i na moment przestał mnie całować i spojrzał na mnie pytającym wzrokiem, na co ja przytłoczona jego spojrzeniem spuściłam wzrok.
- Ana kociaku, co jest? – Niall pociągnął za mój podbródek tak, abym mogła mu powiedzieć, co mnie trapi.
- Ehm Niall, bo ja jestem.. No, bo ja jestem.. – przez moje słowa jakoś nie mogły przejść dalsze słowa mojej odpowiedzi.
Może dla tego, że było mi wstyd? Wszystkie moje koleżanki już dawno nie były dziewicami, tylko ja taka sierota…
- Księżniczko, spokojnie, obiec uje ci, że dzisiaj tego nie zmienimy ok? – odpowiedział jakby się domyślał, o co mi chodziło, popatrzył na mnie wymownie, a ja tylko pokiwałam głową – Zrobimy to wtedy, kiedy będziesz gotowa całkowicie, a dzisiaj się tylko zapoznam z terytorium – te słowa Nialla sprawiły, że całkowicie czułam pożądanie, które wystrzeliło w moje żyły, nie wiedziałam, o co dokładnie mu chodzi, aczkolwiek się domyślałam.

Niall włożył ręce pod moje plecy i lekko mnie podniósł, cały czas wpatrywałam się w jego oczy, tak bardzo chciałam wiedzieć o czym teraz myśli, co dzieje się w jego głowie. Chłopak złapał za rowki mojej koszulki i zaczął ją podnosić do góry.
- Rączki do góry księżniczko- wyszeptał.
Zrobiłam to o co mnie poprosił. Niall, zwinnie pozbył się górnej części tkaniny w którą była odziana moja skóra. Byłam w pozycji pół leżącej w samej bieliźnie i spodenkach, gdy to sobie uzmysłowiłam uśmiechnęłam się pod nosem sama do siebie i czekałam na dalszy rozwój tej sytuacji. No Horan cmon! Ja czekam! Pocałował mnie namiętnie, a ja na koniec przygryzł  moją wargę.
Irlandczyk rozpoczął kolejną wędrówkę ustami po mojej szyi, a później wszedł na mniej znany mu teren czyli na dekolt i brzuch, gdzie pocałunki mnie bardzo gilgotały a zwłaszcza gdy wsadzał swój jęzor do mojego pępka. Zbliżył się do moich ust i namiętnie mnie całował, nawet nie zauważyłam, kiedy jego dłonie rozpinały mój biustonosz, a sekundkę później wylądował gdzieś na ziemi. Jakoś odruchowo zasłoniłam dłońmi swoje piersi, Niall lekko oplótł moje nadgarstki i powiedział – Nie ma się, czego wstydzić księżniczko- przygryzłam wargę.
Horan przeniósł moje dłonie na swoje barki, czułam skrępowanie, że leżę przed nim bez stanika! Co prawda, może ktoś by powiedział, że nie powinnam, bo przecież był to mój chłopak, ale jednak było to dla mnie zupełnie nowe doświadczenie, a ludzie zazwyczaj boją się nowych rzeczy, ponieważ nie wiedzą, co z tego wyjdzie. Moje sutki stały się bardzo wypukłe, ponieważ zareagowały na otaczające je zimne powietrze. Niall przeniósł ręce do rozporka moich spodni i dość szybko się z nimi uporał z moją malutką pomocą. Zahaczył palcem wskazującym o gumkę moich majtek, w tym momencie oddech uwiązł mi w gardle. Horan nachylił się nad mną i wyszeptał seksownie do mojego ucha- Księżniczko, rozluźnij się, inaczej to nie wyjdzie.
Nie wiedziałam, co na mnie tak działa czy jego ponętny głos, ciało czy próba przejścia na wyższy poziom w naszych relacjach, że byłam tak cholernie podniecona tą całą sytuacją, że czułam iż robię się mokra, tam na dole. Miałam ochotę rzucić się na niego. Horan przejdź do akcji, bo jak nie to ja przejmę inicjatywę! Lekko mnie popchnął, przez co wylądowałam na plecach na łóżku, a pan Piękny klęczał między moimi nogami, szybko się schylił do mojego brzucha i zaczął obdarowywać go słodkimi pocałunkami, a ja tylko, co jakiś czas jęczałam dzięki jego wspaniałym ustom. Niall zahaczył zębami o gumkę moich majtek i nie wiem, jakim cudem, ale pozbył się ich używając tylko swojego uzębienia, nie powiem troszkę mnie to śmieszyło.
- Księżniczko czy ty się śmiejesz z moich zmagań? –  zapytał z dzikim uśmiechem na twarzy.
- Mhmm – wydałam z swoich ust tylko dziwny potwierdzający dźwięk.
- Zobaczymy, kto się będzie śmiał ostatni- wyszeptał do mojego ucha.
Złapał ręką moją pierś, na co lekko się wzdrygnęłam. Lekko ją ścisnął, po czym z drugą zrobił to samo.
- Idealne – powiedział, nie do końca wiedziałam czy do mnie czy tylko uwydatnił swoja myśl na głos.
Na jego epitet na mojej buzi pojawił się uśmiech. Horan dotykał ustami moje piersi, po czym zaczął lizać i przygryzać brodawki. Moje westchnienia i jęki były coraz częstsze niż wcześniej.
- Niall, błagam! – wyjęczałam.
- O co księżniczko? Twoje życzenie jest dla mnie rozkazem.
- Uhmm zejdź już na dół, proszę – powiedziałam patrząc mu w oczy.
Horan przejechał językiem od mojej szyi, przez brzuch, aż dotarł do wzgórka łonowego. Zgiął moje kolana i rozszerzył je tak aby miał swobodny dostęp do mojego skarbu. Swoim sztywnym językiem przeleciał drogę od mojej łechtaczki aż po moją nienaruszoną dziurkę, na co ja mimowolnie jęknęłam.
Uhh jego język idealnie był wpasowany w mojego kwiatuszka, to co on ze mną wyprawiał nie było normalne, moje ciało przeszywał prąd za każdym jego dotknięciem języka mojej łechtaczki. Moje wszystkie mięśnie były napięte dłonie zaciśnięte na pościeli lub na jego włosach. Co jakiś czas mogłam wyczuć, że Niall się uśmiecha, w tej chwili miał nad mną pełna władzę, nie mogłam się ruszyć.
- Boże, Niall!! – wyjęczałam dość głośno.
Horan doszczętnie mnie zignorował i dalej lizał. Zataczał kółka od największych po najmniejsze, robił różne dziwne figury w pobliżu mojego guziczka, aby doprowadzić mnie do szaleństwa. Czułam jak mój oddech przyśpiesza, on chyba też to zauważył i spróbował czegoś jeszcze. Zbliżył palec wskazujący do mojego dziewiczego otworu i lekko go włożył i wyciągnął. To było już za dużo jak dla mnie. Zaczełam krzyczeć. Z całej siły ścisnęłam jego dłonie jak bym chciała przekazać mu jak mi teraz dobrze.
Gdy już byłam u samego progu wytrzymania Niall jeszcze raz z impetem włożył palec do mojej pochwy nie przestając lizać mojego kamyczka. Moje wszystkie mięśnie momentalnie zdrętwiały, nogi samoistnie się wyprostowały. Niall podniósł się i złożył szybki pocałunek na moich ustach. Ja sapałam jakbym przed chwilą przebiegła jakiś maraton. Czułam, że po moich nogach i czole spływają pojedyncze kropelki potu. Jednym słowem chyba nigdy nie czułam się tak zmęczona i spełniona za jednym razem.Przeżyłam swój pierwszy orgazm z mężczyzną, którego kocham i z tego powodu sie bardzo cieszyłam.  Horan położył się koło mnie, wpatrywał się we mnie, przepełnionymi oczami pożądania. Nakrył nas pościelą i oplótł mnie swoimi rękami. Czułam się dość nie komfortowo ponieważ byłam goła, ale nie miałam siły się ubierać. Irlandczyk przycisnął swoja twarz do mojej i wyszeptał w ucho – Jak się podobało? – Ja na to pytanie przygryzłam wargę.
- Wow – tyle byłam tylko w stanie wyszeptać.
Niall zaśmiał się słodko na moją długą odpowiedź. Mój oddech już się uspokoił i złożyłam soczysty pocałunek na jego nosku. Zastanawiałam się czy też powinnam mu sprawić przyjemność. Zaczęłam schodzić ręką w dół wzdłuż jego torsu, lecz on ją szybko złapał.
- Ann, nie, nie chcę abyś była pod presją i tylko dla tego to robiła, że ja ci sprawiłem przyjemność. Słońce mamy czas nigdzie nam się nie spieszy, tak? Kiedy przyjdzie na to moment wtedy to zrobimy.  Nie ma sensu robić niczego wbrew woli.
Boże jak ja go kochałam, priorytetem dla niego było abym to ja była szczęśliwa, swoje potrzeby odkładał na drugi plan.
- Niall, tak bardzo cię kocham, nie zasługuję na taki skarb jak ty. Nienawidzę siebie za to co tobie zrobiłam – powiedziałam troszkę chwiejnym głosem.
- Ann, skarbie cii wszystko jest dobrze, zapomnijmy o tym. Kocham cię najbardziej na świecie i proszę mi tu miśku nie pleć takich bzdur, że na mnie nie zasługujesz, to ja raczej na ciebie- powiedział i wbił się w moje usta.

- Chodźmy już spać- powiedział, na co ja wtuliłam się w jego tors i zamknęłam oczy.

_________________________________________________________________
40 komentarzy = kolejny

Więc tak, Miśki nie mam za bardzo wytłumaczenia dlaczego nie pisałam. Po protu były wakacje, a wany brak. Co prawda ten rozdział planowałam, że będzie o wiele dłuższy,ale tak to musielibyście czekać jeszcze przynajmniej tydzień. Kolejny powinien pojawić się do dwóch tygodni. Liczę na komentarze, pamiętajcie, że każdy mnie motywuje do dalszego działania. Sama nie umiem określić czy ten rozdział mi wyszedł czy nie, ponieważ był to pierwszy TAKI rozdział. Mam nadzieję, że się podoba ;P 

SZUKAM SZABLONIAREK!!! 
PROSZĘ O KONTAKT NA TT LUB W KOM.

Chcesz być informowany, a NIE JESTEŚ zostaw w kom swojego twittera.

-DODAJ SIĘ DO OBSERWATORÓW
-POLUB STRONKĘ I LOVE NIALLER

MÓJ TWITTER  < - - - daje follow back jeśli spytacie



sobota, 6 lipca 2013

Rozdział 16

Dedyk dla @jestemhipsterem, @DirectionerX69, @__Mofos__ 


Dzisiaj dzień wyjazdu. Pobyt gdzie mam nadzieję spędzę miłe chwile, chwile gdzie będę miała czas na odpoczynek fizyczny, jak i psychiczny. Ale przejdźmy na chwilę do wydarzeń z kilku ostatnich dni. Tak, tego co najbardziej się obawiałam po imprezie stało się prawdą. Zrobiłam najgłupszy błąd w życiu, błąd którego konsekwencję ponoszę. Na następny dzień po imprezie moje zdjęcia i Max’a w parku były już w brukowcach. Wnioskując z tego jak wydarzenia się później potoczyły, Niall dowiedział się o tym, że pocałowałam Maxa. Dzwonił do mnie cały dzień, zresztą tak ja do dzisiaj. Chłopcy też telefonowali do mnie. Szczerze? Nie byłam na tyle odważna, aby porozmawiać, z którymkolwiek z nich, a co dopiero z Niallem. Moje serce było rozerwane. Nie wiedziałam, co mam zrobić. Zdaję sobie sprawę, ze należą mu się wyjaśnienia z mojej strony, ale nie chcę robić tego przez telefon. Boję się momentu, kiedy spojrzę mu w twarz i będę musiała mu to powiedzieć. Dni do imprezy do dzisiaj wyglądały jak z jakiegoś taniego filmu. Wstawałam rano, czasami coś zjadłam, czasami nie, szłam na trening, wracałam, kładłam się spać, później znowu trening i spanie. Ten ciąg mnie w pewnych chwilach nawet przerażał. W mojej głowie i tak cały czas była jedna osoba, serce mnie bolało, ponieważ go skrzywdziłam, zmawiam sobie, że pogodziłam się z faktem, iż mnie zostawi.
Lecz w podświadomości wiedziałam, że oszukuję samą siebie, ale może na razie to była dobra taktyka, aby zupełnie się nie załamałć. Tak cholernie potrzebowałam go przy sobie, aby powiedział mi, że wszystko się ułoży, że wszystko będzie dobrze i przytulił mnie w swoich ramionach. Co prawda Matt czasami widząc, w jakim jestem stanie, przytulił mnie dla pocieszenie, ale to nie było to samo, to tak jak bym porównywała potok do oceanu. Niall był dla mnie tlenem, czynnikiem niezbędnym do prawidłowego funkcjonowania. Z jednego mogłam być dumna i nie zawieść go w kolejnym aspekcie, mimo tego, że moje życie legło w gruzach, nic sobie nie zrobiłam, obiecałam mu to, choć nie razy w ciągu ostatnich dni miałam ochotę złamać daną mu obietnicę. Ile spędziłam godzin na płakaniu i wspominaniu naszego krótkiego, acz za razem intensywnego życia razem. Nie jestem nawet w stanie opisać, co teraz się ze mną dzieję, czuję cholerną pustkę, boje się, że sobie nie poradzę z dalszym życiem bez niego…




Cała grupa wysiadała już z samolotu, na wszystkich twarzach widniały uśmiechy, no tak prawie na wszystkich nie licząc mojej. Czułam się teraz jak zagubiona dziewczynka w wielkim lesie, przerażona nieznanym jej światem. Upał dawał siwe znaki, wszystkim było bardzo gorąco. No tak pogoda w Londynie nie mogła się równać z tą tutaj w Los Angeles. Wsiedliśmy do autobusu, aby dojechać do hotelu. W mieście były straszne korki, no tak kolejne miasto, które nigdy nie zasypia i tętni życiem, ale przede wszystkim jest wytwórnią talentów i przepełnione posiadłościami milionerów. Gdy dojechaliśmy do hotelu, każdy zakwaterował się do swojego pokoju, które były na bardzo wysokim poziomie, no tak jeden z  najlepszych hoteli w mieście, gdy to wszystko przeanalizowałam ciekawiło mnie ile za to zapłacili, ale w sumie, to już nie była moja sprawa. Po rozpakowaniu się dostaliśmy dokładne wskazówki dotyczące pobytu tutaj. Codziennie rano mieliśmy lekki trening i do końca czas wolny. O tak! Po zjedzeniu kolacji, wybraliśmy się z Mattem zwiedzić miasto. Było już ciemno, ale wszędzie świeciły się lampki od budek, restauracji i innych budynków przy głównym deptaku. Postanowiłam, że ten wieczór nie będzie wyglądał tak jak kilka ostatnich, gdzie wierciłam sobie dziurę w sercu wspominając Niall, przeglądając jego zdjęcia, wchodząc na twittera, dzięki czemu niszczyłam także siebie. Fanki mnie jeszcze bardziej deptały, niż wcześniej. Z tego całego stresu i oczekiwaniu na cud zdarzało się, że nawet przez dwa, trzy dni nic nie jadłam, przez co raz straciłam przytomność po treningu. Było mi po prostu cholernie ciężko bez niego. Weszliśmy z Mattem do klubu. Było tam pełno osób i głośna muzyka. Usiedliśmy w loży. Matt popatrzył na mnie pytającym wzrokiem.

- Co ci zamówić piękna?- zapytał.

- Ehmm weź mi z pięć shotów kamikadze.

- Wohoho czyli rozumiem, że idziemy na ostro?

- Jak łamać zasady to łamać, nic nie powinniśmy pić hhaha.

Matt ruszył do baru, aby złożyć zamówienie. Rozglądałam się po parkiecie. Tańczyli tam sami uradowani ludzie, korzystali z daru jakim jest młodość. Po chwili Matt powrócił.

- Annie, proszę cię uśmiechnij się- zrobiła to o co mnie poprosił i obiecaalm sobie, że tak musi zostać do póki nie wyjdziemy z tego klubu.

- No ten uśmiech kocham- skomentował Matt.

- Hahhah – ta jasne.

Po niedługim czasie kelnerka przyniosła nasze zamówienie. Matt zamówił to co ja.

- No to zdrowie- powiedział Matt podając mi kieliszek.

Unieśliśmy każdy swój do ust. Kolorowy napój rozlał się po mojej jamie ustnej. Czułam ten orzeźwiający i pobudzający smak alkoholu. Gdy byliśmy już lekko wstawienie poszliśmy tańczyć na parkiet. Przetańczyliśmy kilka szybkich kawałków, po czym jak na każdej imprezie przychodzi czas na wolny kawałek. Matt objął mnie w pasie, a ja oplotłam swoje ręce wokół jego szyi. Nie stop! Nie przypominaj sobie o Niallu, o chłopaku w którego ramionach spędziłaś najlepsze chwile- mówił mózg. Zamknęłam na chwilę oczy, poddałam się ruchom Matta. Po jakiś dwóch minutach ktoś dotknął mojego ramienia. Gwałtownie się odwróciłam. Przeraziłam się kogo miałam przed swoimi oczami. Stał tam Harry. Boziu, boziu ,nie, jakim cudem? Nie to nie mógł być cholerny zbieg okoliczności. Po sekundzie uzmysłowiłam sobie, że przecież oni mieli trasę po Ameryce i w LA mieli kilka dni wolnego. Harry szybko pociągnął mnie w kont sali gdzie było troszkę ciszej. Miałam otworzoną buzię zapewne z przerażenia, że Niall może być jakieś sto metrów od mnie.

- Ann, oddychaj! – nawet nie zdawałam sobie sprawy, że przestałam oddychać.

- Eeem gdzie jest Niall? – zapytałam.

- Jeszcze są na hali koncertowej, ja się wcześniej wyrobiłem i przyjechałem tu z Zaynem- powiedział Harry, troszkę mi ulżyło, lecz wiedziałam, że w niedługim czasie on także się tutaj pojawi.

- Harry, muszę iść- powiedziałam pośpiesznie.

- Nie, Ann stój! Co się stało?! Co wyście narobili?!

- Harry, nie udawaj debila, dobrze wiesz co zrobiłam- próbowałam być stanowcza w tym co mówię, ale nie do końca mi to wychodziło.

- Ann, Nialla to zabolało, ale on już o tym nie pamiętam, dawno ci wybaczył, najbardziej go boli to, że nie może się w tobą skontaktować. Dobrze wiesz, że próbował już wszystkich sposobów – teraz to nie zatkało, dosłownie, co nie zmieniało rzeczy, że nie jestem gotowa z nim porozmawiać, a raczej się z nim spotkać. Nie dzisiaj.

- Harry, naprawdę nie mam siły, to życie mnie wykańcza już powoli- powiedziałam szeptem. Chłopak mnie tylko przytulił.

- Ann wiesz, że przed tym nie uciekniesz, prawda?- zapytał.

- Harry, proszę Cię daj mi jeszcze trochę czasu…- mówiłam, a łzy spływały mu już ciurkiem po policzkach.

- Dobrze Ann, ale obiecaj mi, że w przeciągu dwóch dni się z nim spotkasz i wszystko sobie wyjaśnicie, OK?

- Niech tak będzie- odparłam.

- Zaaranżuje spotkanie jutro, Niall nic nie będzie wiedział, możesz przyjść z Mattem- zaraz, zaraz skąd on wiedział, że ja tu jestem z Mattem? Noo tak odpowiedź jedna na wszystkie pytania: Niall.

- Okej- powiedziałam, cała się trzęsąc.

- Do zobaczenia.

- Pa – rzuciłam tylko na odchodne.

Następnie pociągnęłam Matta za rękaw i szybko wyszliśmy z klubu. Przed nim było spore zamieszanie. Fanki chłopaków krzyczały, oczywiście jak by miały GPS’a gdzie się pojawią i o której. Widziałam, że przed klubem rozdawali autografy i robili sobie zdjęcia z fankami Lou i Liam, Nialla nadal nie mogłam dostrzec.

- Ann, ty dziwko pierdolona, nie warz się nawet wracać do Nialla!

- Kurwa, jak on się mógł patrzeć na taki pysk!

- Wyglądasz jak świnia przejechana kombajnem!

- Grubasie nie zbliżaj się do Nialla, on jest mój!

- Zabij się najlepiej, mogę ci w tym pomóc!

Takie i inne rzeczy zaczęły dochodzić do moich uszu. Nie wiedziałam co robić. Obróciłam głowę w lewo, jakieś dwadzieścia metrów stał Niall. Lecz nie sam.. jego ramie było ściśle przylepione do biodra Demi. Ten widok mną wstrząsnął. Nasze spojrzenia się spotkały, mój obraz był lekko zamazany przez łzy, które ciągle wylewały się z moich oczu. To było tylko jedno spojrzenie na niego i zaczęłam uciekać do taksówki, jak najszybciej. Po minucie siedziałam już z Mattem w pojeździe, oparłam swoją głowę o jego ramię. Moja głowa pulsowała boleśnie. Po chwili zamknęłam oczy i udałam się w krainę marzeń.




Obudziłam się w nocy z krzykiem. Była godzina 3 nad ranem, a ja nie wiedziałam dlaczego krzyczałam i co mi się śniło. Zobaczyłam obok siebie Matta z rozbudzoną twarzą. Podszedł do mnie i mnie przytulił.

- Ann, spokojnie, uspokój się, to tylko sen, wszystko będzie dobrze- jego słowa podziałały na mnie bardzo kojąco.


Po chwili znowu się położyłam i wtuliłam w Matta, potrzebowałam poczuć ciepło drugiej osoby.


*************************************************
NIALL


Po udanym koncercie udaliśmy się z Liamem, Lou i Demi na imprezę. Jechaliśmy jakieś dwadzieścia minut
do klubu. Siedząc koło Demi myślami byłem przy zupełnie innej dziewczynie. Dziewczynie bez, której byłem innym człowiekiem. Maskowałem się, mówiłem, że wszystko jest dobrze, lecz nic nie było okej. Martwiłem się o nią cały czas. Wiedziałem, że zrobiłem coś nie tak. Próbowałem się z nią skontaktować chyba już każdym możliwym sposobem … Zabolało mnie gdy dowiedziałem się, że Ann pocałowała swojego byłego. Ale szybko zrozumiałem, że jest ona dla mnie najważniejsza i jej wybaczyłem. Lecz kamieniem w twarz było to, że ona nie chciała ze mną rozmawiać. Moje rozmyślania przerwała Demi.

- Chodź, Niall dojechaliśmy na miejsce.

Chłopaki rozdawali autografy i robili zdjęcia z fanami, ja zacząłem robić to samo. Po chwili usłyszałem teksty typy – Niall zostaw Ann, ona jest brzydka!

Wszędzie słyszałem takie monologi fanek. Byłem oburzony! Jak one mogą tak obrażać moją księżniczkę. Obróciłem się, ponieważ chciałem już wejść do klubu, ale mój wzrok utkwił na przepięknej brunetce. Nie wierzyłem, że ona tam stała. Jej twarz była zalana łzami. Patrzyła na mnie przerażonymi, wielkimi oczami. Chciałem, ją jak najszybciej przytulić, lecz ona bardzo szybko pobiegła gdzieś, a za nią jak sądzę Matt. Już nie lubiłem typa. Nie mogłem przedostać się przez fanki, dlatego wróciłem pokonany do klubu. Weszliśmy do klubu, troszkę się zabawiliśmy, nie była to jakaś wielka impreza bo byliśmy zmęczeni. Odwieźliśmy Demi i wróciliśmy do hotelu, od razu wskoczyłem do łóżka i zasnąłem myśląc o mojej księżniczce.




Rano wstałem. Rano hmmm jeśli godzinę dwunastą w południe zaliczamy rankiem, To tak, obudziłem się rano. Sprawdziłem szybko swój telefon, na którym nie było zresztą nic ciekawego. Udałem się do łazienki, wymyłem i przebrałem w czyste ciuchy. Zszedłem na dół do chłopaków. Harry stał przy kuchence i robił omlety. Pycha! Machinalnie w moich kubkach smakowych pojawiła się ślina.

- Siadaj Nialler – powiedział kucharz.

Zrobiłem to o co poprosił mnie Harry. Po chwili na moim talerzu były pustki.

- Harry, nie powiem, nie powiem, wyszły ci te omlety- na jego twarzy pojawił się szeroki uśmiech.

- To co dzisiaj robimy chłopaki? – zapytał Lou.

- No mamy dzień wolny, więc leniuchujemy- odpowiedział Zayn.

- Ja idę na siłownie- oznajmił Liam- idzie ktoś ze mną?

Po kilku minutach Harry i Liam udali się na siłownie, Lou pojechał odebrać El z lotniska, a ja z resztą chłopaków zaczęliśmy oglądać jakąś komedię. W połowie komedii przyszła do nas Demi i oglądała dalszą część z nami.



**

Około godziny siedemnastej Harry powiedział, że idziemy na karaoke. W sumie się ucieszyłem, będziemy mogli troszkę pośpiewać jakieś inne piosenki niż nasze razem. Harry powiedział, że wszystko jest ustalone, stoliki zarezerwowane i inne fanki dodatkowo tam się nie dostaną, tylko ci ludzie, którzy mieli wcześniejsze rezerwacje.

- Mogę iść z wami? – zapytała Demi.

- Pewnie- powiedział szybko Lou, lecz Harry nie miał w tym momencie zbyt optymistycznej twarzy.



Gdy wszyscy byli już gotowi wsiedliśmy do limuzyny i pojechaliśmy na wyznaczone miejsce. Pomieszczenie nie było za duże, takie w sam raz. Usiedliśmy w wyznaczonych miejscach, wszystkie pozostałe stoliki były zajęte, tylko jeden koło nas został nadal pusty. Na pierwszy ogień poszedł jakiś mężczyzna i śpiewał bardzo dobrze. Kiedy on skończył Demi pociągnęła mnie na mały podest, który był sceną.

- Co śpiewamy?- zapytała.

- Wybierz coś mi to obojętne- odpowiedziałem.
Demi wybrała piosenkę Justina Biebera i Jesiccy Jarell –OVERBOARD. Nie za bardzo znałem tą piosnkę, ale się zgodziłem. Co ja mówię w ogóle nie znałem tej piosenki. Dostaliśmy dwa mikrofony do ręki i zaczęliśmy śpiewać. Czułem się dość niezręcznie gdy śpiewałą patrząc mi w oczy takie o to frazy: Jestem za burtą i potrzebuję twojej miłości. W połowie piosenki drzwi do klubu karaoke się otworzyły, było dość ciemno, więc widziałem tylko, że dwie sylwetki weszły do środka. Gdy usiadły obok naszego stolika, wiedziałem już kim jest przybyła dziewczyna. Sekundę później uzmysłowiłem sobie, że zapewne Harry chciał abyśmy się spotkali, dlatego miał nie za ciekawą minę kiedy Demi zapytała czy może iść z nami. Ann z Mattem usiedli koło nas. Wlepiła ona oczy w Demi, po usłyszeniu kilku fraz piosenki w jej oczach mogłem dostrzec żal i zaszklone oczy. Gdy skończyliśmy śpiewać, chciałem podejść do Ann, lecz ona mnie wyminęła i wzięła mikrofon. Szczerze? Byłem strasznie zaskoczony jej posunięciem. Próbowała udawać silną, gdy zaczęła śpiewać, lecz ja naprawdę wiedziałem, że to był dla niej cios, gdy zobaczyła mnie z Demi śpiewających tą piosenkę. Zamurowało mnie jaką piosenkę wybrała, nie wiedziałem co chce tym osiągnąć, dokopać mi czy Demi. Jej wybór padł na piosenkę Demi Lovato Don’t Forget.
Oniemiałem, jej głos był niezwykły. Zawsze byłem fanem Demi, ale teraz to co wydobywało się z ust Ann było magiczne i za razem niezwykłe, może dla tego, że przepełniały tą piosenkę prawdziwe emocje i może także dla tego, że to także dotyczyło mnie. Przez całą piosenkę patrzyła z wielkim uśmiechem na Demi lub na mnie. Serce mnie bolało, gdy śpiewała i patrzyła na mnie. Oczy mi się zaszkliły. Ona przez całą próbowała być silna i z ironią się uśmiechać, przy ostatnim wersie łzy spłynęły jej po policzku. Odłożyła mikrofon, a ja pobiegłem za nią, jednaj tym razem ją dogoniłem i złapałem za nadgarstek.
- Ann …


_______________________________________________________________________________
NAPISZ CO SĄDZISZ O ROZDZIALE
50 komentarzy = następny

Dodawajcie się do obserwatorów Kociaki :D 
Wyjaśnienie dlaczego nie pisałam znajdziecie tutaj
Lajkujemy tą stronkę, bo jestem teraz tutaj adminką. 

Jak myślicie co będzie z Niallem i Ann ;> ?



czwartek, 4 lipca 2013

Notka

Hej Kociaki

Od razu przepraszam osoby, które myślały, że to nowy rozdział. A teraz krótkie wytłumaczenie. Nie pisałam przez ostatni miesiąc, ponieważ miałam wiele spraw związanych ze szkołą i nie byłam w stanie myśleć nad blogiem, pomijając, że jak nie miałam weny, nadal jej nie mam. Serdecznie dziękuje osobą, które mnie motywują, pytają często o nowe rozdziały,nie wymienię tutaj na pewno wszytskich, ale na pewno @jestemhipsterem, @DirectionerX69, @__Mofos__ . Postaram się dodać do końca tego tygodnie, ponieważ później jadę na obóz i znowu nie dodam nic przez tydzień, a jak przyjadę z obozu to na tydzień jadę do kuzynki, więc też nie dodam. Chcę dodać ten rozdział dodać w sobotę, ale boję się, że was nim zawiodę, ponieważ nie mam pojęcia co napisać ...ale już coś tam zaczełam skrobać (zdjęcie, żadnych spoilerów kocieki ;P ). Dziękuje jeszcze za wszytskie nominację, cieszę się, że doceniacie to co robię :D



twitter



piątek, 24 maja 2013

Rozdział 15

Dodawajcie się do obserwatorów koty - - - >

___________________________________________

Wstałam rano o godzinie piątej , za pół godziny zaczynał mi się pierwszy dzień treningów . Meg jeszcze słodko spała otulona kołdrą. Szybko i bezdźwięcznie wyszła z pokoju do łazienki biorąc tylko ze sobą obranie i torbę na basen. Umyłam zęby i przejechałam pomadką ochronną po ustach. Nie malowała się, ponieważ i tak zaraz bym musiała to zmazać. Postanowiłam, że się troszeczkę poruszam i udałam się na nogach do mojego celu. Na miejscu wzięłam kluczyk do szafki i przebrałam trampki na japonki. Udałam się piętro wyżej gdzie czkały pięć dziewczyn i sześć chłopców. Basen był teraz na tylko dla naszej dwunastki, chłopcy pływali na jednym, a dziewczyny na drugim. Były tu te osoby, które dostały się do Igrzysk w tym roku, po nas była jeszcze jedna tura, w sumie z samego Londynu przygotowywało się nas dwadzieścia dwoje osoby. Punktualnie o godzinie piątej trzydzieści weszliśmy się przebierać, mieliśmy piętnaście minut, kolejne dwadzieścia minut to była rozgrzewka na sucho, samego pływania było czterdzieści minut. Trenerzy wytłumaczyli nam na czym ten tydzień będzie polegał. Drugi trening miałam od piętnastej do szesnastej trzydzieści. Każdego dnia zmienialiśmy swoje dystanse w zależności, kto do ilu i jakich się zakwalifikował. Pływaliśmy cały czas swój dystans z przerwami dwudziestu sekundowymi. Każdy miał rozpisane ile razy ma tak przepłynąć, ja  na przykład dzisiaj dystans sto metrów stylem klasycznym i musiałam go powtórzyć dwadzieścia pięć razy z czego 99% musiało być niższe od mojego czasu życiowego lub góra sekundę więcej, w innym wypadku dystans był nie zaliczony. Teoretycznie mieliśmy czterdzieści minut, lecz gdy nie spełniłeś wymagań zostawałeś dłużej. Dzisiaj miałam szczęście, bo akurat z tym dystansem było spoko, zrobiłam go nawet przed czasem, bo w trzydzieści minut, byłam co prawda bardzo zmęczona, bo dałam z siebie wszystko, ale się ogromnie cieszyłam, że mi się to udało. Jakiś skrawek nadziej, że może nie będzie totalnej porażki na Igrzyskach i że może nie będę ostatnia. Wyszłam na ląd i porozciągałam się, żeby nie mieć zakwasów. Podszedł do mnie trener.
- Ann, miałem na ciebie nakrzyczeć, że nie przychodziłaś na treningi, ale Matt powiedział mi, że miałaś problemy zdrowotne i cieszę się, że już wszystko dobrze i że forma coraz lepiej, pierwsza skończyłaś, gratulację mała.
Uff byłam nastawiona, że będzie źle, a było całkiem odwrotnie, zostałam nawet pochwalona. Szczerze to było mi żal tych, którzy nie podołali i musieli męczyć się do upadłego, dosłownie do upadłego. Miałam nadzieję, że jakoś ten tydzień przetrwam dobrze. Pożegnałam się z trenerem i poszłam się przebierać. Gdy wychodziłam większość osób już także zakończyła swoje dystanse i albo zaczynali się rozciągać lub kończyli. W szatni umyłam włosy pod natryskami, przebrałam się i wysuszyłam swoje kosmyki. Wychodząc z basenu usłyszałam tylko wołanie, odwróciłam się, był to Matt.
- No hej piękna- zaśmiałam się na to powitane.
- No siemka mistrzu.
- Idziemy na jakąś kawę?- zaproponował.
- Powinnam, wracać do domu bo Meg u mnie jest, ale może nie będzie mi miała tego za złe, zresztą pewnie śpioch pewnie jeszcze śpi.
- O Meg jest u ciebie?
Widziałam po jego minie, że się cholernie zdziwił, w końcu byli przyjaciółmi, a nic nie wiedział o jej przyjeździe.
- No tak.
Udaliśmy się coś wypić na wzmocnienie, wybrałam jogurt jako moje dzisiejsze śniadanie, zdecydowałam, że później wezmę mi i Meg na wynos kawę.



- I jak zaczął ci się '' tydzień śmierci''? - zapytałam.
- No w sumie było okej, ale jestem wypluty z zmęczenia, a ty?
Matt miał dzisiaj ciężej niż ja, ponieważ jego dzisiejszym dystansem było dwieście metrów stylem motylkowym. Na jego twarzy malowało się zmęczenie, zapewne nie wynikające tylko ze zmęczenia treningiem, ale także z nie wyspaniem.
- No podobnie.
- Matt, kiedy my dokładnie wylatujemy do Stanów?
- W niedzielę, o drugiem popołudniu, mamy być pod basenem i jedziemy busem na lotnisko.
- Okej, mam nadzieję, że tam trochę przystopujemy.
- Ja też, będzie super.
Pożegnaliśmy się, ja wzięłam jeszcze dwie kawy do domu. Gdy byłam już na miejscu, zastałam oglądającą Meg telewizor, podałam jej kawę,a ona z uśmiechem podziękowała.
- Dzwonił Max i powiedział, że nie da rady się dzisiaj spotkać bo mu coś wypadło.
Szczerze? Cieszyłam się bo nie miałam ochoty na jakiekolwiek zabawy dzisiaj.
- Meg, chodź do kuchni zrobię nam coś do jedzenia i nawet mi nie pyskuj, że nie jesteś głodna.
Wiedziałam o problemach Meg, nie chciała jeść nic, zapewne gdyby mogła tak by robiła. Miała obsesję na punkcie swojego wyglądu,a raczej powiedziałabym, że na punkcie swojej wagi. Martwiłam się, że kiedyś może być za późno, żeby ją z tego wyciągnąć. Mówiła, że ostatnio idzie jej coraz lepiej i stara się zjeść przynajmniej ten obiad w ciągu dni. Pociągnęłam ją za rękę.
- Na co masz ochotę ?
- Dostosuję się.
Oczywiście jak mnie irytował ten tekst, zawsze był tylko on gdy pytałam o jedzenie. Wzięłam do rąk dwie miski i nalałam do nich mleka, porwałam paczkę płatków oraz łyżki i położyłam na stoliku. Meg nasypała sobie płatków, po chwili dołączyłam do niej.
- Masz mniej! - powiedziała.
- Wydaje ci się po prostu podniosło ci się, bo nasypałaś już płatków kocie.
Tak na prawdę, to nalałam sobie mniej, no ale musiałam się już spinać przed igrzyskami.
- Może pójdziemy na małe zakupy, co ty na to?- zaproponowałam.
Miałam zamiar kupić coś na wyjazd, który miał być już za cztery dni.

**

Po wybiciu godziny dwunastej udałyśmy się taksówką do Westfield London. Co prawda było to największe centrum handlowe w Londynie, ale lubiłam do niego chodzić, ponieważ zawsze znajdowałam tam to czego w danej chwili potrzebowałam. Wkroczyłyśmy dość stanowczym krokiem do galerii, na twarzy Meg malowało się przerażenie, zapewne spowodowane ilością osób, no tak Londyn. Miasto tętniące życiem, miasto wielokulturowe, to tylko niektóre aspekty, właśnie dla tego tak kochałam ten kraj to miasto. Ruszyłyśmy w szał zakupów, z prawie każdego sklepu do którego wchodziłyśmy, opuszczałyśmy go z przynajmniej jedną dodatkową torbą. Po skończonych zakupach byłyśmy zmęczone i głodne, udałyśmy się zjeść jakąś sałatkę i prosto do domciu. Pod wieczór wróciłam z treningu, całą drogę powrotną spędziłam na żmudnych próbach dodzwonienia się do Nialla. Cholernie za nim tęskniłam. Najgorsze było to, że wiedziałam, iż mają teraz czas wolny, przynajmniej napisał tak  Lou na twitterze. W tej chwili w mojej głowie było pełno wątpliwości. Czy mu zależy? Czy może znalazł sobie tak jakąś piękną fankę, w której się zauroczył? Nie wiedziałam nic, zero kontaktu od czasu wyjazdu nie licząc krótkiej rozmowy. Usiadłam przed komputerem z Meg, pierwsze to co zrobiłam to weszłam na twittera. Zobaczyłam swoje interakcje, jak zwykle co minutę przychodziły hejty. Czytałam je i robiłam sobie dziurę w mózgu, najgorsze było to, że te hejty nie były prawdą, ale ja i tak zaczęłam sobie wmawiać to wszystko co piszą mi te faneczki. Szczerze? Miałam dość tego wszystkiego. Na początku mówiłam sobie, że wszystko będzie dobrze, że się opanują. Ciekawe co one by czuły na moim miejscu, nooo ale oczywiście nikt nigdy nie wciela się w rolę poszkodowanego. Po przeczytaniu kilku wpisów do mnie, przeszłam na stronę główną. Moje oczy zaczęły piec, prawdopodobnie z tego powodu iż zbierała się w nich słona ciecz, jaką były łzy.
Jedna lub dwie spadły po moich policzkach, przymknęłam na chwilkę powieki aby oddać się ciszy, musiałam się uspokoić. Meg wzięła mnie w swoje ramiona i pocieszająco głaskała po włosach lub plecach. Właśnie w takich chwilach uzmysławiam sobie, że jest ona dla mnie najważniejsza, że zawsze wie, kiedy coś jest nie tak choć mówię, że wszystko jest w porządku. Kocham ją za to jaka jest, jest taka.. taka jedyna i nie powtarzalna. Kocham ją zwyczajnie za to, że jest przy mnie, nie zważywszy na moje problemy. Weszłam na profil Nialla myśląc o tym, że na pewno ma jakiś ważny powód, że nie zadzwoni do mnie mając wolny czas, co ja mówię, on nawet nie odbierze tego cholernego telefonu. Moja reakcja na to co zobaczyłam na jego profilu była gwałtowna rzuciłam laptopa na ziemię i pobiegłam do łazienki. Osunęłam się powoli na ziemię i schowałam głowę między kolana. Teraz już nie kontrolowałam moich łez. Słyszałam jak Meg dobija się do łazienki i coś krzyczy, ale w ogóle nie zwracałam na to uwagi. Mój mózg dalej analizował zdjęcie, które zobaczyłam. Piękną parę? Nialla śmiejącego się, szczęśliwego. Nialla całującego jego hmm ideał, z którym zawsze chciał iść na randkę. Zawsze ceniłam Demi za to, że jest silna, za wszystkie przeciwności losu, które pokonała, była można powiedzieć dla wielu dziewcząt wzorem do naśladowania. Sama przeżyła to co ja teraz za pewnie, nie raz. Ja tutaj czekając w Londynie na niego odliczałam godziny, do naszego spotkania w Stanach, a on się bawi, nawet nie zadzwoni. Zrozumiałabym gdyby miał pracę okej, każdy jest człowiekiem, ale ... ale obiecał, że będzie dobrze, zapewniał, że będzie dzwonił, tęsknił. Już kolejny raz w swoim życiu przekonałam się ile dla nie których osób znaczą słowa, ile znaczą puste obietnice rzucone na wiatr. Przeanalizowałam wszystko dokładnie. Było mi niedobrze, czułam obrzydzenie kiedy mój mózg przywracał wspomnienie zdjęcia. Mój żołądek podchodził do gardła na samą myśl o tym, stres zrobił swoje i zruciłam zjedzone dzisiaj rzeczy. Tak, to nie pierwszy raz wymiotuję, ze stresu. Wyszłam z łazienki z malującym się na mojej twarzy wykończeniem zarówno jak i psychicznym jak i fizycznym. Meg tylko opatuliła mnie ramieniem i zaprowadziła do łóżka. Dziękowałam, za to że nawet nie próbuje zacząć rozmowy, nie miałam na to siły. Moim marzeniem teraz było położyć się, zasnąć i wybudzić się z tego koszmarnego snu.

**
( Następny dzień, pod wieczór)

Treningi miałam już za sobą. Pomogła mi troszkę rozmowa z Mattem. Około godziny ósmej siedziałyśmy z Meg na łóżku, zajadałyśmy lody i oglądałyśmy smutne filmy płacząc w chusteczki. Doskwierał mi jeszcze bardziej brak kogoś kogo mogę przytulić, co prawda miałam Meg, ale to nie to samo co z ... właśnie z nim. Miałam gule w gardle myśląc nawet o nim. Obwiniałam się, że zamiast zająć się Meg to zrzucałam jej jeszcze na głowę swoje problemy. W połowie drugiego filmu usłyszałyśmy dzwonek do drzwi. Spojrzałam na Meg pytającym wzrokiem.
- Spodziewasz się kogoś?- zapytałam.
- Nie- powiedziała z wymalowany zdezorientowaniem na twarzy.
- Meg, kocie, proszę cię idź otworzyć.
- Okej, sekunda.
Po minucie Meg przyszła, ale nie sama. Rozdziawiłam usta jak zobaczyłam kto przyszedł. Wczoraj Meg dokładnie mówiła, że nie przyjdą.
- Niespodzianka! - krzyknęli chłopcy.
- Ale, ale.. my jesteśmy w dresach, całe rozmazane i wgl - wyjęczałam chowając się pod kołdrę.
- My, się właśnie do was dołączymy, będziemy oglądać filmy.
- Ugh.. nie lubię niespodzianek- wyjęczałam, nadal leżąc pod kołdrą.
Po krótkim czasie poczułam ciężar na sobie wyjęczałam tylko - ała, złazić ze mnie!
Sekundkę później ujrzałam twarz Maxa tuż przy mojej, co prawda panował pół mrok, lecz ja bardzo dobrze hmm , jak by to powiedzieć, mogłabym go rozpoznać z pięćdziesięciu metrów. Świdrował mnie wzrokiem.
- Weź, na mnie nie patrz tak, wyglądam strasznie, resztki makijażu, włosy rozczochrane..
- Taka właśnie mi się najbardziej podobasz - wyszeptał. Na te słowa fala ciepła przeszła chyba przez każdą komórkę w moim ciele.
Chłopcy przygotowali procenty i oglądaliśmy kolejne filmy z mojej kolekcji. Po zakończeniu drugiego filmu, każdy z nas miała na swoim kocie przy najmniej cztery drinki i to takie dość konkretne. Sama już troszkę nie kontaktowałam z połączeniu jeszcze z zmęczeniem fizycznym. W pewnej chwili Max złączył nasze dłonie, momentalnie dreszcz przeszedł mi wzdłuż kręgosłupa. Dawno nie czułam właśnie tego dotyku, dotyku w którym kiedyś się zatracałam, tej dużej i ciepłej dłoni sykającej się z moją. Max poprosił mnie o rozmowę na osobności, więc opuściliśmy towarzystwo i udaliśmy się do pokoju obok.
- Ann ... kocham cię i nigdy nie przestanę, wiem, że ty teraz nie możesz mi tego powiedzieć, ale nie winię cię za to, znalazłaś szczęście u boku innego chłopaka, może takiego, który może poświęcać ci więcej czasu niż ja gdy wyjechałem z kraju. Ale czy pamiętasz te czasy kiedy byliśmy razem? Czuliśmy się jak w niebie, jak by nic nie miało znaczenie, oprócz naszych uczuć względem siebie. Wiem, że nie mogę wymagać od ciebie teraz kiedy wróciłem, abyś go zostawiła dla mnie, nie jestem taki, najważniejsze jest dla mnie twoje szczęście, chociaż nie zdobywasz go przy moim boku - głos na chwilę mu się załamał.
- Max .. egh.. - nie wiedziałam co mam powiedzieć, czy mówić cokolwiek. Nie umiałam teraz mu nawet zawtórować, w mojej głowie była pustka spotęgowana jeszcze alkoholem.
- Nie, Ann nic nie mów, wszystko rozumiem... - powiedział spuszczając głowę.
- To nie tak, moje uczucia nigdy do ciebie nie zgasły, nawet nie zdajesz sobie sprawy ile spędziłam nocy płacząc nad tym, że wyjechałeś... Max.... ja chyba nadal..- nie dokończyłam bo pociągnął mnie za rękę  i  posadził na swoich kolanach. Patrzyliśmy sobie w oczy, przez długi czas, jego wzrok był powalający, jego uczucia można było wyczytać z jego oczu jak z otwartej księgi. Opuściłam wzrok, aby po chwili znów go podnieść, chłopak przybliżył swoją twarz do mojej, tak, że stykaliśmy się czołami, jego usta dzieliły już tylko dwa centymetry od moich. Wszystko się działo jak za strzałem błyskawicy. Nasze usta były już coraz bliżej, by połączyć się w jedną całość, prawie się stykały, czułam jego świeży oddech na mojej twarzy . . .



________________________________________________________________________________-

50 komentarzy = kolejny :)

Wybaczcie, że nie dodawałam długo rozdziału, noo ale miałam pełno rzeczy do szkoły. Dziękuję za pięć nominacji pod ostatnim rozdziałem do Liebster Award! Nie wiem czy ktoś teraz jeszcze czyta tego bloga, więc zastanawiam się nad jego zawieszeniem . .. 
Liczę na jakieś opinię kociaki xx

Pisałam ten rozdział do pierwszej nocy dla was xx

twitter

Jeśli chcesz być powiadamiana a NIE JESTEŚ zostaw swój nick na twittera, lub jakiś kontakt.













sobota, 4 maja 2013

Rozdział 14

Dla:  @jestemhipsterem i @Kanapka_Horana




Rano obudził mnie dźwięk dzwoniącego telefonu. Przetarłam szybko oczy i zaczęłam szybko go szukać. Gdy go znalazłam rozpoczęłam rozmowę z moim rozmówcą.
- Hallo? – powiedziałam nadal jeszcze zaspanym głosem.
- Hej, kotku obudziłem cię ? – zapytał Niall.
Od razu gdy usłyszałam i rozpoznałam jego głos, na mojej buzi momentalnie zagościł uśmiech.
- Hej, nie obudziłeś mnie – mimowolnie ziewnęłam.
Niall zaczął się śmiać jak to usłyszał.
- Tak, rzeczywiście nie.
- Co tam u was?
- Masz na myśli mnie, tak?
- Oczywiście ty mój kochany egoisto.
- No, wiesz leżę, sobie w łóżku i myślę o tobie.
- Patrz, prawie jak ja.
- Wierz mi, chciałbym na to patrzyć.
- Niall, tęsknie- głos mi zadrżał.
- Ann, ja też i kocham.
- No, co do tego drugiego to nie wiem- kochałam się z nim przedrzeźniać.
- No,wiesz co...
- Nie, wiem.
- Zraniłaś mnie kocie.
- Kocham cię skarbie, najbardziej na świecie.
- Uf, to teraz mogę spokojnie zasnąć. Pa, miłego dnia.
- Ha ha, cieszę się. Tobie też miłej nocy, tylko nie rozrabiaj.
- Na pewno nie będę, całusy.
Niall wypowiedział te ostatnie słowa i się rozłączyliśmy. Wygramoliłam się jakoś z łóżka z nadzieją, że dzień jak pozytywnie rozpoczął tak i się skończy, cieszyłam się, że Meg dzisiaj do mnie przylatuje. Pognałam do łazienki, w której umyłam się, wciągnęłam na siebie ubranie, wysuszyłam włosy i zrobiłam lekki makijaż. Zeszłam na dół i byłam zdziwiona bo ujrzałam mojego tatę jedzącego kanapki i czytającego jakąś książkę. Był to dla mnie dziwny widok, że go widzę, że nie był w pracy.
- Cześć tato.
- Dzień dobry Ann.
Podeszłam do szafki wstrzyknęłam sobie insulinę i zrobiłam jedną kanapkę. Podeszłam do stołu aby ją skonsumować.
- Gdzie się wybierasz dzisiaj?- zapytał tata.
- Idę do sklepu zrobić zakupy, bo wieczorem przylatuje Meg.
- O jak miło, z rodzicami?
- Nie, sama przyjedzie do mnie, spędzić trochę czasu ze mną.
- Ann?
- Tak?
- Muszę cię o coś spytać.
- Słucham.
- Dzwonili do mnie wczoraj. Chcę, żebyś mi sama powiedziała co się stało.
- Nic, się nie stało.
- Jak to nic?
- Nie chcę o tym rozmawiać, OK?
- Ann. Potrzebujesz pomocy? Może pójdziesz na kilka spotkań z panią psycholog?
- Nie, tato, wiesz, że tego nie nawiedzę. Już wszytko jest dobrze.
- James?
- Co James?
- Pokłóciłaś się z nim?
- Nie, boże, nie jestem już z nim.
- Jak to nie?
- Zdradził mnie . . . - powiedziałam i zamilkłam.
- Oj, ostatnio mi jeszcze mówił, że wszystko dobrze jest.
- Tato, wychodzę, bo nie zdążę później.
Wzięłam torebkę i udałam się drogą do supermarketu. Zabolały mnie wspomnienia o Jamesie,a  najbardziej to, że kłamał mojemu ojcu, że z nami jest wszytko dobrze, pewnie aby miał nadal plusy w szpitalu. Bezwzględny człowiek. Rozmyślałam tak na temat mojej rozmowy z tatą, aż nie wpadłam na kogoś i się nie przewróciłam. Ktoś podał mi rękę, skorzystałam z pomocy i stanęłam przed tym osobnikiem jak wryta. Nie mogłam wydusić z siebie ani jednego słowa. Nie byłam pewna, ale przed moimi oczami stał Max. Moja pierwsza miłość byliśmy ze sobą, aż cztery lata, a rozstaliśmy się tylko dla tego, że on wyjechał do Niemiec, do ojca. Chodziłam z nim także, do klasy. Wszystkie wspomnienia powróciły jak za strzałem, wspólne dzieciństwo, pierwsza randka, pierwszy pocałunek, pierwsza rocznica .. i bolesne rozstanie.
- Max? - wydusiłam.
- Ann?!
Równo pokiwaliśmy głowami i wpadliśmy sobie w ramiona. Max był dla mnie kimś wyjątkowym i jedynym.
- Może się gdzieś przejdziemy? - zaproponował.
- Pewnie, tylko najpierw muszę zrobić zakupy.
Wykonaliśmy tę czynność bardzo szybko, odnieśliśmy siatki do domu i udaliśmy się do parku, gdzie usiedliśmy na ławce.
- Dawno wróciłeś?- zapytałam.
- Tydzień temu.
- Dlaczego się nie odzywałeś?
- No wiesz z brukowców można wiele wyczytać, nie chciałem wchodzić butami w twoje nowe życie.
- Max, nieważne czy jesteśmy razem, czy nie zawsze będziesz dla mnie bardzo ważny.
- A co tam u Meg i Lukasa?
- Meg, się przeprowadziła, ale dzisiaj do mnie przylatuje, a co do Lukasa to nie mam pojęcia, dawno się z nim nie kontaktowałam.
- To, może spotkamy się w czwórkę w najbliższym czasie co ty na to?
- Pewnie, bardzo chętnie.
- Wyładniałaś.
- Dobra beka, kotku- zaczęłam się śmiać.
- Noo naprawdę mówię.
- Dzięki, za to ty wyglądasz jak Shrek- wybuchłam śmiechem.
- Daję ci dziesięć minut, na ucieczkę inaczej będzie z tobą źle.
Szybko wstałam z ławki i zaczęłam uciekać. Max oczywiście kłamał, że da mi dziesięć minut, bo w rzeczywistości nie dostałam ani jednej i po chwili byłam już na ziemi, szybko się wysmyknęłam i siedziałam na nim, śmialiśmy się i siłowaliśmy na ręce. Wróciły można powiedzieć, że stare czasy, czasy, w których nie było tyle problemów. Mieliśmy tylko siebie. Byliśmy tylko my, wspieraliśmy się zawsze, zawsze przy sobie, jak dwie nierozerwane części serca. Wszystko to wróciła, czy uczucia wróciły? Tego sama jeszcze nie wiedziałam. Po chwili wróciliśmy na nasze poprzednie miejsce.
- Jak było z Niemczech? - zapytałam.
- O niebo lepiej jest tutaj i cieszę się, że tu wróciłem, chociaż smutne jest to, że nie jest tak jak wcześniej.
Spuściłam głowę na dół, miałam można powiedzieć wyrzuty sumienia? Wiedziałam do czego nawiązywał, jak wyjeżdżał obiecałam, że będę tu na niego czekać, że jak wróci nadal będziemy razem, z moich oczu popłynęły łzy. Max podniósł moją głowę za podbródek, przytulił i pocałował we włosy. Nie mogłam przestać płakać, było w tym za dużo emocji i wspomnień.
- Pamiętaj ja zawsze będę twym aniołem, będę zawsze obok ciebie.
- Max, przepraszam- powiedziałam nadal chlipiąc.
- Wszystko wokół się zmienia, nawet my. . . Masz nowy numer?
- Tak- odpowiedziałam.
- A mogłabyś mi go dać?
- Pewnie.
Wymieniliśmy się numerami i umówiliśmy się wstępnie na jutro, po moim treningu. Wróciłam mozolnym krokiem do domu, z jednej strony cieszyła się, że spotkałam Maxa, ale z drugiej trochę się martwiłam i byłam sobie cholernie winna. Wróciłam do domu, rozpakowałam zakupy i zorientowałam się że jest już 5:30, a o 6:00 miałam być po Meg na lotnisku. Pojechałam na lotnisko i czekałam na krześle na nią. Szczerze miałam wiele wątpliwości jak się będziemy teraz dogadywać, czy ona się zmieniła, jak zareaguje na mój związek z Niallem, o ile jeszcze o tym nie wiedziała, jakie będzie jej zachowanie jak spotka Lukasa, czy będzie wszystko jak dawniej, czy to już zamknięty rozdział? Na lotnisku było pełno ludzi od starszych ludzi do małych latających dzieci, plątających się wokół nóg przechodzących lub nawet biegających ludzi. Nagle stanęła przed moimi oczami moja przyjaciółka.




Zmieniła się trochę od naszego ostatniego spotkania. Zrobiła sobie kolczyki, o czym zresztą zawsze suszyła dupę rodziców, ale jej mama Kasia, jej nie pozwalała, co jak co ale kochałam imię jej mamy, było takie inne, zawsze jak pisałyśmy to śmieszyło mnie, że mi pisze np.



Wstałam z krzesła i mocno ją przytuliłam. Uroniłyśmy z jedną łezkę.
- Hej kocie - powiedziała.
- Hej Meg.
Gdy ją przytulałam czułam, że ma coś pod bluzką i wybuchnęłam śmiechem.
- Meg, powiedz mi, że masz na sobie ten gorset od mnie,Maxa,Matta i Lukasa.
Nie czekałam na odpowiedź, bo wiedziałam jaka będzie, brzuch mnie bolał ze śmiechu.
Dawnej jak wracaliśmy z Mattem z treningu, on pedober zawsze żartował, jak mijaliśmy sklep z bielizną, że kupimy kiedyś Meg jakiś gorset na urodziny i rzeczywiście tak się stało.
- Meg, taki fetysz- gorset awww- powiedziała, już troszeczkę opanowana- chodź do taksówki kochana.
Podjechaliśmy pod mój dom, Meg wzięła swoją walizkę, zaprowadziłam ją do pokoju gościnnego.
- Ale wiesz kocie pierwszą noc śpisz ze mną.
- No jasne Ann- powiedziała po czym zrobiła dziką minę.
Meg trochę się rozpakowała.
- To co oglądamy jakiś film?
- Pewnie.
Wzięłam wraz z Meg kubki, cole i chipsy i jakiś popcorn z kuchni i ruszyłyśmy w stronę mojego pokoju.
Wybrałyśmy ''Oszukać przeznaczenie''. Po zakończeniu oglądania zaczęłyśmy gadać.
- Ann, to prawda, że jesteś z Niallem z One direction?
- No tak, skąd wiesz?
- Serio? Mam komputer Ann.
- No takk.
- Meg, bo wiesz, ja mam teraz ciężki tydzień na basenie przed igrzyskami, będę musiała cię opuszczać codziennie dwa razy, no ale rano to pewnie nie zauważysz bo wychodzę o piątek i wracam o siódmej, ale dzisiaj nie zgadniesz na kogo wpadłam na ulicy?
- No nie wiem,na  Emme Watson?
- Ha ha nie. Spotkałam Maxa.
- Tego Maxa?
- No tego, mojego byłego- nie lubiłam posługiwać się wyrazem ''byłego'', no ale cóż, takie były realia.
- Wow, to kiedy on wrócił?
- No tydzień temu i umówiłam się tak wstępnie, że się jutro wieczorem spotkamy, tak w czwórkę.
- Jak to w czwórkę? To kto jeszcze będzie?
- No Lukas.
- Lukas, moja dupa?- zapytała Meg.
- Hahahhaa tak Lukas twoja dupa.
- Ann, o co chodziło gdy do mnie dzwoniłaś, żebym szybciej przyjechała? Co się stało?
- No wiesz pokłóciłam się z Niallem, ale już wszystko w porządku.
- Rozbieraj się- zakomunikowała.
- Co? Hahah, nie Meg, hhaha ja mam chłopaka sorry kocie.
- Wiesz,  że nie o to chodzi?
- Tak? To o co?
- Pokazuj swoje nowe blizny- ołć za dobrze mnie znała, teraz mi to ciążyło.
- No, ale nie ma czego pokazywać, to stare, je już widziałaś.
- Nie dyskutuj tylko pokazuj, mi tu.
Podciągnęłam rękawy i pokazałam jej rzeczywiście stare blizny na rękach.
- Brzuch.
- Nie, bo tam nic nie ma?
- To, jak nic nie ma to co boisz się pokazać?
Nie wiem dlaczego, ale zaczęłam się śmiać. Podniosłam bluzkę, a Meg zobaczyła mój brzuch zalepiony  plastrami.
- Ann, byłaś w szpitalu?
- No tak, Niall mnie zawiózł jak zobaczył mnie nieprzytomną.
- Ann, nie będę ci prawiła kazania, bo kiedyś było na odwrót i nie fajnie to się skończyło.
- No takk. Idziemy spać?- zapytałam.
- Okej.
Przebrałyśmy się, umyłyśmy kulturalnie ząbki i położyłyśmy się do łóżka.

____________________________________________________________________



Jak myślicie co bd z Ann i Maxem, czy stara miłość nigdy nie rdzewieje?

Jak pisałam ten rozdział to miałam bardzo skrajne emocje od płaczu do wybuchania śmiechem i jaram się tym co napisałam, mam nadzieję, że wam się podoba. Komentować miśki ;*

----------------------- 45 kom = kolejny-------------------------

Byłabym wdzięczna gdybyście mogły udostępnić blog np. na swoim twitterze, albo jak prowadzicie fanpage na facebooku o 1D.

Chcesz ze mną popisać, poznać mnie, zapytać o nowy rozdział, zapraszam:


 twitter: https://twitter.com/hipster_model



JEŚLI CIĘ NIE POWIADAMIAM,A CHCESZ ABYM TO RB ZOSTAW TWITTERA.









czwartek, 25 kwietnia 2013

Rozdział 13

Dla mojej kochanej przyjaciółki, przepraszam...  ;(

_______________________________________________________

Obudziły mnie lekkie pocałunki w policzek. Leniwie otworzyłam najpierw prawe, a później lewe oko. Zobaczyłam przed sobą mojego księcia. Aww wymarzony widok na rozpoczęcie dnia.
- Hej piękna- powiedział.
- No siemeczka dupo- odpowiedziałam.
Niall zaczął rechotać ze śmiechu.
- Ooo dzięki, też masz fajny tyłek kotku - powiedział, próbując opanować swój dziki śmiech.
- Już wstaję - przeciągnęłam.
Jak powiedziałam tak zrobiłam. Niall stał za mną i klepnął mnie w pośladek.
- Niall! Baranie!
- Ja baranem?!
- Tak! Ty!
- Zaraz pożałujesz- chciał to powiedzieć, groźnie ale nie do końca mu to wyszło.
Szybko zbiegłam po schodach i schowałam się za długą, brązową zasłoną. Siedziałam tam kilka przez kilka minut, aż ktoś szybkim ruchem odsunął zasłonę, przestraszyłam się strasznie, aż podskoczyłam i zrobiłam przestraszoną minę.
- Mam cię - powiedział z dumą Niall.
Ja się w niego wtuliłam. Staliśmy tak kilka minut, mogę się z nim przytulać cały dzień.
- Ann, siadaj zrobię ci coś do jedzenia.
- Nie, Niall nie jestem głodna.
- Musisz coś zjeść.
- Nie, napewno nie muszę, za niecały tydzień wracam do treningów i muszę się pilnować.
- Okej, rozumiem, ale to nie znaczy, że masz nic nie jeść.
- Nie, zjem i koniec!- nerwy mi puściły.
- Przestań, sport nie jest ważniejszy od normalnego myślenia i zachowania pewnych norm!
- Daruj sobie, jesteś żałosny, ja ci nie mówię, że zachowanie twoich zasranych fanek, tym bardziej odbiega od jakichkolwiek norm?!
Ta ostra wymiana zdań nie była miła. Niall po chwili wybiegł z mojego domu. Gdy przeanalizowałam co zrobiłam czułam się potwornie. Oczywiście najpierw mówi, potem myśli. Brawo Ann. Wzięłam telefon i wybrałam numer Nialla kilka razy, lecz nikt nie odbierał. Byłam załamana. Padłam na łóżko i zamknęłam oczy po umyśle przebiegały mi wszystkie wspomnienia z nim związane. Czułam się potwornie, zniszczyłam wszystko kilka słowami. Czułam się jak bym czas na chwilkę się zatrzymał. Usłyszałam dzwonek do drzwi zobaczyłam w nich Matta. Cholera, nooo tak, basen. Spojrzałam na niego z zakłopotaną miną.
- Daj mi minutkę- powiedziałam.
- Jasne.
Szybko pobiegłam do łazienki wciągnęłam na siebie ubranie, wykonałam rutynowe czynności w łazience, złapałam torbę i zeszłam do Matta.
- Ejj, Ann co jest?
- Nic, wszytko w porządku.
Próbowałam wszystko zamaskować, jak zwykle, może większość osób by w to uwierzyła, ale na pewno nie Matt. Usiadł na kanapie, pociągnął mnie za sobą, ułożył na swoich kolanach i objął mnie ramionami. Wtuliłam się w jego obojczyk i łzy mimowolnie popłynęły po moich policzkach. Matt głaskał mnie po plecach. Po kilku minutach odsunął mnie od siebie i spojrzał w oczy.
- Annie co się stało?
- Pokłóciłam się z Niallem- wyszeptałam zwieszając głowę w dół.
Matt podniósł mój podbródek.
- Jutro, na pewno jutro się pogodzicie.
- Na pewno, to on jutro wyjeżdża...
- Ann, pewnie przyjdzie do ciebie wieczorem i się pogodzicie.
- Oby... - powiedziałam chociaż nie miałam nawet nadziei na to, że to on pierwszy przyjdzie.
Otarłam łzy i udaliśmy się z Mattem do pracy, w której nic nadzwyczajnego się nie działo. Po skończonej pracy poprosiłam go, aby zostawił mnie samą, on na szczęście spełnij moją prośbę. Udałam się do mojego pokoju. Załączyłam swojego laptopa. Przeglądałam w internecie zdjęcia Nialla. Byłam rozhisteryzowana. Zdałam sobie sprawę, że go straciłam. Czy to był definitywny koniec? Tego jeszcze nie wiedziałam. Na tych wszystkich zdjęciach widziałam jego cudowny uśmiech, jego idealne oczy. Widziałam jego, miłość mojego życia. Weszłam na twittera.




Oczywiście pełno było tam hejtów na temat mojej osoby. Tylko, że teraz już nie miałam siły. Nie miałam sensu żyć? Bez niego. Tak owszem dałam mu obietnicę, że już tego nie zrobię, lecz nasza kłótnia chyba była równoznaczna z zerwaniem jej. Przy łóżku w szafce nocnej miałam moje zabawki po, które sięgałam gdy było mi smutno. Można tak to opisać. Ściągnęłam bluzkę .Wzięłam do ręki ostrą, nową żyletkę i robiłam po brzuchu coraz to nowe cięcia. Po chwili się z tym zatraciłam. Krew wylewająca z ran pozwalała mi ochłonąć, gdy zrobiłam już około dwadzieścia uspokoiłam się. Wstałam z łóżka i zaczęłam rozbić różne ciężkie ćwiczenia. Po dwóch godzinach treningu, byłam już cholernie zmęczona. Poszłam do łazienki. Wzięłam szybko prysznic i ubrałam piżamę. Szłam do pokoju, lecz nagle zaczęła cholernie boleć mnie głowa, oparłam się rękami o ścianę, miałam nadzieję, że zaraz przestanie mnie boleć głowa. Lecz tak się nie stało. Wróciłam do postaci stojącej lecz zaraz nic nie widziałam na oczy. Pamiętam tylko ciemność.




Niall



 Przemyślałem wszytko, owszem zabolały mnie jej słowa, ale ona jest dla mnie najważniejsza. Rano pobiegłem do kwiaciarni po bukiet róż i udałem się do jej domu. Dzwoniłem na dzwonek, lecz nikt nie otwierał, po pięciu minutach nacisnąłem na klamkę. Drzwi były otwarte.
- Ann!?
Nikt się nie odzywał. Wybiegłem po schodach do jej pokoju. To co tam zobaczyłem przeraziło mnie. Ann leżała na ziemi, jej bluzka była zakrwawiona w okolicy brzucha. Podniosłem ją i położyłem na łóżku.
- Ann! Słyszysz mnie?
Nic nie mówiła. Wziąłem telefon i zadzwoniłem po karetkę. Zobaczyłem zakrwawioną żyletkę na półce nocnej. Podniosłem lekko jej koszulkę. To co tam ujrzałem było straszne. Cięcia były długie i głębokie na całym brzuchu. Krwawiły. Po piętnastu minutach przyjechała karetka. Szybko ją zabrali, a ja pojechałem samochodem za nimi. Plułem sobie w brodę, że zapewne zrobiła to przez mnie. Teraz tak do końca zdałem sobie sprawę, że nie mógłbym żyć bez niej. Po kilku minutach wszedłem do poczekalnie i zapytałem gdzie jest Ann, pielęgniarka zaprowadziła mnie pod salę gdzie była i kazała czekać. Czekałem dwie godziny, łzy leciały z moich policzków. Patrzyłem bez żadnego wyrazu twarzy przed siebie, aż ujrzałem lekarza i kilka pielęgniarek oraz Ann, która leżała na pchanym łóżku. Lekarz pozwolił mi do niej wejść. Była ona bardzo blada. Do jej ciała były powpinane różne kabelki.
- Ann, przepraszam cię bardzo- powiedziałem.
Ona nic nie mówiła, tylko tępo patrzyła w moją twarz, po chwili usłyszałem jej płacz. Podszedłem do niej powolnym krokiem, bojąc się, że zaraz mnie odrzuci. Usiadłem na brzegu jej łóżka. Lekko ją objąłem aby nic jej nie zrobić.
- Kochanie, strasznie mi przykro.. - mówiłem w jej ucho.
- Niall, przepraszam - powiedziała dalej płacząc- nie chciałam, tego robić, po porostu już nie daję rady.
- Misiu, poradzimy sobie z tym razem. OK? - chodziło mi o jej problem z cięciem się, ale także o moje fanki.
Po wypowiedzeniu tych słów weszła pani doktor.
- Dzień dobry, nazywam się Ashley Mars i jestem psychologiem w tym szpitalu, chciałabym z tobą porozmawiać.
Popatrzyłem na Ann, miała przerażoną minę.
- Niall, proszę nie- wyszeptała.
- Kotku, to dla twojego dobra.
- Nie, nie, nie, Niall, błagam cię, weź mnie z tond- zaczęła panicznie płakać.
Na jej twarzy widziałem paniczny strach i obronę, trzymała dłonie przy twarzy i wbijała paznokcie w nią.
- Myślę, że to na razie jest zły pomysł- powiedziałem.
Lekarka posłusznie wyszła.
- Niall?
- Tak?
- Możesz mnie zabrać do domu? Proszę.
- Pójdę do lekarza i zapytam.
Udałem się tam, oczywiście, powiedział mi, że Ann przydałaby się pomoc specjalisty i że nie powinna się teraz przemęczać i stresować. Po tym jak dał mi wypis pojechaliśmy z Ann do jej domu. Zaniosłem ją do jej pokoju, zrobiłem na herbatę i wróciłem do niej.
- Ann, pamiętasz co mi kiedyś obiecałaś?
- Niall, tak ale..
- Nie ma żadnego ale, słyszysz nie ważne co się stanie, masz już tego nigdy nie robić. Obiecujesz?
- Tak i przepraszam, wiem że się na mnie cholernie zawiodłeś.
- Ann, kocham cię taką jak jesteś i czuję się cholernie winny, że to przed mnie.
- Kocham Cię- powiedziała, to z takim uczuciem, jak nigdy.
- Ja też Cię kocham Perełko.
- Tak, cholernie ciesze się, że mam kogoś takiego jak ty. Kocham Cię za to, że jesteś przy Mnie gdy tego potrzebuję.
Przytuliłem Ann. Była dla mnie taka ważna. Pocałowałem ją w czoło, lecz ona przeszła pocałunkami na moje usta, nie powiem stęskniłem się za jej ustami. Najgorsze było to, że za kilkanaście minut musiałem się z nią pożegnać bo wylatywaliśmy z chłopakami do Stanów. Rozmawialiśmy przez te ostatnie minuty, przed moim wyjazdem, dowiedziałem się, że Ann za tydzień też jedzie do USA, więc była szansa, że niedługo się spotkamy. Gdy się z nią żegnałem miałem w oczach łzy, powiedziałem jej, że ma o siebie dbać. Ze spuszczoną głową wróciłem do domu, aby zabrać bagaże i udać się z chłopakami na podbój Stanów Zjednoczonych.


Ann

Było mi smutno, że Niall wyjechał, ale byłam nastawiona pozytywnie, że może w najbliższym czasie się zobaczymy. Postanowiłam zadzwonić do Meg.
- Hallo?
- Hej, Meg.
- Siemeczka Ann.
- I co?
- Zgodzili się, miałam jutro do ciebie zadzwonić.
- Awwww. Meg a co powiesz, no to abyś do mnie przyjechała teraz na tydzień no i jeszcze później na Olimpiadę ? Potrzebuję cię teraz.
- Noo wiesz, kusząca propozycja, ale muszę ją rozpatrzyć z rodzicami, a co się stało kochanie?
- To nie rozmowa na telefon.
- Okej, jak będę coś więcej wiedziała od razy zadzwonię. Pa, buziaczki.
- Pa.
Odłożyłam telefon na biurko. Byłam zmęczona, położyłam się do łóżka z nadzieją, że moja przyjaciółka przyjedzie jak najprędzej.

______________________________________________________________________________

Dobra nie liczę, na dużo komentarzy bo mi nie wyszło -.-

może tak 25 komentarzy = kolejny rozdział

mój facebook: https://www.facebook.com/anka.zdun
mój twitter: https://twitter.com/hipster_model

Jeśli Cię NIE powiadamiam, a chce zostaw swojego twittera.
























poniedziałek, 22 kwietnia 2013

Nominacja do Versatile Blogger Award

Hejka

Zostałam nominowana do nagród Versatile Blogger Award przez autorkę bloga o One direction.

Bardzo mi miło, że ktoś docenił te moje wypociny :)



Zadanie polega na tym, że należy napisać w notce 7 faktów o sobie, a później nominować kolejne 10 blogów i  poinformować je o tym w komentarzu. Osoba, która dostała nominację powinna podziękować osobie, która ją nominowała.


Więc fakty o mnie:
1. Mam 15 lat.
2. Jestem pływaczką.
3. Moja kuzynka zaraziła mnie miłością do 1D.
4. Mój twitter to @hipster_model
5. Mam młodszego i starszego brata.
6. Byłam w szpitalu dwa dni po urodzinach Zayna i miałam  na nadgarstku namalowany znaczek forever.
7. Lubię czytać książki medyczne. 

JEŚLI PISZESZ BLOG ZOSTAW TU SWÓJ LINK. MOŻE CIĘ NOMINUJĘ :D


Nominowane blogi:
8.
9.
1o.