sobota, 6 lipca 2013

Rozdział 16

Dedyk dla @jestemhipsterem, @DirectionerX69, @__Mofos__ 


Dzisiaj dzień wyjazdu. Pobyt gdzie mam nadzieję spędzę miłe chwile, chwile gdzie będę miała czas na odpoczynek fizyczny, jak i psychiczny. Ale przejdźmy na chwilę do wydarzeń z kilku ostatnich dni. Tak, tego co najbardziej się obawiałam po imprezie stało się prawdą. Zrobiłam najgłupszy błąd w życiu, błąd którego konsekwencję ponoszę. Na następny dzień po imprezie moje zdjęcia i Max’a w parku były już w brukowcach. Wnioskując z tego jak wydarzenia się później potoczyły, Niall dowiedział się o tym, że pocałowałam Maxa. Dzwonił do mnie cały dzień, zresztą tak ja do dzisiaj. Chłopcy też telefonowali do mnie. Szczerze? Nie byłam na tyle odważna, aby porozmawiać, z którymkolwiek z nich, a co dopiero z Niallem. Moje serce było rozerwane. Nie wiedziałam, co mam zrobić. Zdaję sobie sprawę, ze należą mu się wyjaśnienia z mojej strony, ale nie chcę robić tego przez telefon. Boję się momentu, kiedy spojrzę mu w twarz i będę musiała mu to powiedzieć. Dni do imprezy do dzisiaj wyglądały jak z jakiegoś taniego filmu. Wstawałam rano, czasami coś zjadłam, czasami nie, szłam na trening, wracałam, kładłam się spać, później znowu trening i spanie. Ten ciąg mnie w pewnych chwilach nawet przerażał. W mojej głowie i tak cały czas była jedna osoba, serce mnie bolało, ponieważ go skrzywdziłam, zmawiam sobie, że pogodziłam się z faktem, iż mnie zostawi.
Lecz w podświadomości wiedziałam, że oszukuję samą siebie, ale może na razie to była dobra taktyka, aby zupełnie się nie załamałć. Tak cholernie potrzebowałam go przy sobie, aby powiedział mi, że wszystko się ułoży, że wszystko będzie dobrze i przytulił mnie w swoich ramionach. Co prawda Matt czasami widząc, w jakim jestem stanie, przytulił mnie dla pocieszenie, ale to nie było to samo, to tak jak bym porównywała potok do oceanu. Niall był dla mnie tlenem, czynnikiem niezbędnym do prawidłowego funkcjonowania. Z jednego mogłam być dumna i nie zawieść go w kolejnym aspekcie, mimo tego, że moje życie legło w gruzach, nic sobie nie zrobiłam, obiecałam mu to, choć nie razy w ciągu ostatnich dni miałam ochotę złamać daną mu obietnicę. Ile spędziłam godzin na płakaniu i wspominaniu naszego krótkiego, acz za razem intensywnego życia razem. Nie jestem nawet w stanie opisać, co teraz się ze mną dzieję, czuję cholerną pustkę, boje się, że sobie nie poradzę z dalszym życiem bez niego…




Cała grupa wysiadała już z samolotu, na wszystkich twarzach widniały uśmiechy, no tak prawie na wszystkich nie licząc mojej. Czułam się teraz jak zagubiona dziewczynka w wielkim lesie, przerażona nieznanym jej światem. Upał dawał siwe znaki, wszystkim było bardzo gorąco. No tak pogoda w Londynie nie mogła się równać z tą tutaj w Los Angeles. Wsiedliśmy do autobusu, aby dojechać do hotelu. W mieście były straszne korki, no tak kolejne miasto, które nigdy nie zasypia i tętni życiem, ale przede wszystkim jest wytwórnią talentów i przepełnione posiadłościami milionerów. Gdy dojechaliśmy do hotelu, każdy zakwaterował się do swojego pokoju, które były na bardzo wysokim poziomie, no tak jeden z  najlepszych hoteli w mieście, gdy to wszystko przeanalizowałam ciekawiło mnie ile za to zapłacili, ale w sumie, to już nie była moja sprawa. Po rozpakowaniu się dostaliśmy dokładne wskazówki dotyczące pobytu tutaj. Codziennie rano mieliśmy lekki trening i do końca czas wolny. O tak! Po zjedzeniu kolacji, wybraliśmy się z Mattem zwiedzić miasto. Było już ciemno, ale wszędzie świeciły się lampki od budek, restauracji i innych budynków przy głównym deptaku. Postanowiłam, że ten wieczór nie będzie wyglądał tak jak kilka ostatnich, gdzie wierciłam sobie dziurę w sercu wspominając Niall, przeglądając jego zdjęcia, wchodząc na twittera, dzięki czemu niszczyłam także siebie. Fanki mnie jeszcze bardziej deptały, niż wcześniej. Z tego całego stresu i oczekiwaniu na cud zdarzało się, że nawet przez dwa, trzy dni nic nie jadłam, przez co raz straciłam przytomność po treningu. Było mi po prostu cholernie ciężko bez niego. Weszliśmy z Mattem do klubu. Było tam pełno osób i głośna muzyka. Usiedliśmy w loży. Matt popatrzył na mnie pytającym wzrokiem.

- Co ci zamówić piękna?- zapytał.

- Ehmm weź mi z pięć shotów kamikadze.

- Wohoho czyli rozumiem, że idziemy na ostro?

- Jak łamać zasady to łamać, nic nie powinniśmy pić hhaha.

Matt ruszył do baru, aby złożyć zamówienie. Rozglądałam się po parkiecie. Tańczyli tam sami uradowani ludzie, korzystali z daru jakim jest młodość. Po chwili Matt powrócił.

- Annie, proszę cię uśmiechnij się- zrobiła to o co mnie poprosił i obiecaalm sobie, że tak musi zostać do póki nie wyjdziemy z tego klubu.

- No ten uśmiech kocham- skomentował Matt.

- Hahhah – ta jasne.

Po niedługim czasie kelnerka przyniosła nasze zamówienie. Matt zamówił to co ja.

- No to zdrowie- powiedział Matt podając mi kieliszek.

Unieśliśmy każdy swój do ust. Kolorowy napój rozlał się po mojej jamie ustnej. Czułam ten orzeźwiający i pobudzający smak alkoholu. Gdy byliśmy już lekko wstawienie poszliśmy tańczyć na parkiet. Przetańczyliśmy kilka szybkich kawałków, po czym jak na każdej imprezie przychodzi czas na wolny kawałek. Matt objął mnie w pasie, a ja oplotłam swoje ręce wokół jego szyi. Nie stop! Nie przypominaj sobie o Niallu, o chłopaku w którego ramionach spędziłaś najlepsze chwile- mówił mózg. Zamknęłam na chwilę oczy, poddałam się ruchom Matta. Po jakiś dwóch minutach ktoś dotknął mojego ramienia. Gwałtownie się odwróciłam. Przeraziłam się kogo miałam przed swoimi oczami. Stał tam Harry. Boziu, boziu ,nie, jakim cudem? Nie to nie mógł być cholerny zbieg okoliczności. Po sekundzie uzmysłowiłam sobie, że przecież oni mieli trasę po Ameryce i w LA mieli kilka dni wolnego. Harry szybko pociągnął mnie w kont sali gdzie było troszkę ciszej. Miałam otworzoną buzię zapewne z przerażenia, że Niall może być jakieś sto metrów od mnie.

- Ann, oddychaj! – nawet nie zdawałam sobie sprawy, że przestałam oddychać.

- Eeem gdzie jest Niall? – zapytałam.

- Jeszcze są na hali koncertowej, ja się wcześniej wyrobiłem i przyjechałem tu z Zaynem- powiedział Harry, troszkę mi ulżyło, lecz wiedziałam, że w niedługim czasie on także się tutaj pojawi.

- Harry, muszę iść- powiedziałam pośpiesznie.

- Nie, Ann stój! Co się stało?! Co wyście narobili?!

- Harry, nie udawaj debila, dobrze wiesz co zrobiłam- próbowałam być stanowcza w tym co mówię, ale nie do końca mi to wychodziło.

- Ann, Nialla to zabolało, ale on już o tym nie pamiętam, dawno ci wybaczył, najbardziej go boli to, że nie może się w tobą skontaktować. Dobrze wiesz, że próbował już wszystkich sposobów – teraz to nie zatkało, dosłownie, co nie zmieniało rzeczy, że nie jestem gotowa z nim porozmawiać, a raczej się z nim spotkać. Nie dzisiaj.

- Harry, naprawdę nie mam siły, to życie mnie wykańcza już powoli- powiedziałam szeptem. Chłopak mnie tylko przytulił.

- Ann wiesz, że przed tym nie uciekniesz, prawda?- zapytał.

- Harry, proszę Cię daj mi jeszcze trochę czasu…- mówiłam, a łzy spływały mu już ciurkiem po policzkach.

- Dobrze Ann, ale obiecaj mi, że w przeciągu dwóch dni się z nim spotkasz i wszystko sobie wyjaśnicie, OK?

- Niech tak będzie- odparłam.

- Zaaranżuje spotkanie jutro, Niall nic nie będzie wiedział, możesz przyjść z Mattem- zaraz, zaraz skąd on wiedział, że ja tu jestem z Mattem? Noo tak odpowiedź jedna na wszystkie pytania: Niall.

- Okej- powiedziałam, cała się trzęsąc.

- Do zobaczenia.

- Pa – rzuciłam tylko na odchodne.

Następnie pociągnęłam Matta za rękaw i szybko wyszliśmy z klubu. Przed nim było spore zamieszanie. Fanki chłopaków krzyczały, oczywiście jak by miały GPS’a gdzie się pojawią i o której. Widziałam, że przed klubem rozdawali autografy i robili sobie zdjęcia z fankami Lou i Liam, Nialla nadal nie mogłam dostrzec.

- Ann, ty dziwko pierdolona, nie warz się nawet wracać do Nialla!

- Kurwa, jak on się mógł patrzeć na taki pysk!

- Wyglądasz jak świnia przejechana kombajnem!

- Grubasie nie zbliżaj się do Nialla, on jest mój!

- Zabij się najlepiej, mogę ci w tym pomóc!

Takie i inne rzeczy zaczęły dochodzić do moich uszu. Nie wiedziałam co robić. Obróciłam głowę w lewo, jakieś dwadzieścia metrów stał Niall. Lecz nie sam.. jego ramie było ściśle przylepione do biodra Demi. Ten widok mną wstrząsnął. Nasze spojrzenia się spotkały, mój obraz był lekko zamazany przez łzy, które ciągle wylewały się z moich oczu. To było tylko jedno spojrzenie na niego i zaczęłam uciekać do taksówki, jak najszybciej. Po minucie siedziałam już z Mattem w pojeździe, oparłam swoją głowę o jego ramię. Moja głowa pulsowała boleśnie. Po chwili zamknęłam oczy i udałam się w krainę marzeń.




Obudziłam się w nocy z krzykiem. Była godzina 3 nad ranem, a ja nie wiedziałam dlaczego krzyczałam i co mi się śniło. Zobaczyłam obok siebie Matta z rozbudzoną twarzą. Podszedł do mnie i mnie przytulił.

- Ann, spokojnie, uspokój się, to tylko sen, wszystko będzie dobrze- jego słowa podziałały na mnie bardzo kojąco.


Po chwili znowu się położyłam i wtuliłam w Matta, potrzebowałam poczuć ciepło drugiej osoby.


*************************************************
NIALL


Po udanym koncercie udaliśmy się z Liamem, Lou i Demi na imprezę. Jechaliśmy jakieś dwadzieścia minut
do klubu. Siedząc koło Demi myślami byłem przy zupełnie innej dziewczynie. Dziewczynie bez, której byłem innym człowiekiem. Maskowałem się, mówiłem, że wszystko jest dobrze, lecz nic nie było okej. Martwiłem się o nią cały czas. Wiedziałem, że zrobiłem coś nie tak. Próbowałem się z nią skontaktować chyba już każdym możliwym sposobem … Zabolało mnie gdy dowiedziałem się, że Ann pocałowała swojego byłego. Ale szybko zrozumiałem, że jest ona dla mnie najważniejsza i jej wybaczyłem. Lecz kamieniem w twarz było to, że ona nie chciała ze mną rozmawiać. Moje rozmyślania przerwała Demi.

- Chodź, Niall dojechaliśmy na miejsce.

Chłopaki rozdawali autografy i robili zdjęcia z fanami, ja zacząłem robić to samo. Po chwili usłyszałem teksty typy – Niall zostaw Ann, ona jest brzydka!

Wszędzie słyszałem takie monologi fanek. Byłem oburzony! Jak one mogą tak obrażać moją księżniczkę. Obróciłem się, ponieważ chciałem już wejść do klubu, ale mój wzrok utkwił na przepięknej brunetce. Nie wierzyłem, że ona tam stała. Jej twarz była zalana łzami. Patrzyła na mnie przerażonymi, wielkimi oczami. Chciałem, ją jak najszybciej przytulić, lecz ona bardzo szybko pobiegła gdzieś, a za nią jak sądzę Matt. Już nie lubiłem typa. Nie mogłem przedostać się przez fanki, dlatego wróciłem pokonany do klubu. Weszliśmy do klubu, troszkę się zabawiliśmy, nie była to jakaś wielka impreza bo byliśmy zmęczeni. Odwieźliśmy Demi i wróciliśmy do hotelu, od razu wskoczyłem do łóżka i zasnąłem myśląc o mojej księżniczce.




Rano wstałem. Rano hmmm jeśli godzinę dwunastą w południe zaliczamy rankiem, To tak, obudziłem się rano. Sprawdziłem szybko swój telefon, na którym nie było zresztą nic ciekawego. Udałem się do łazienki, wymyłem i przebrałem w czyste ciuchy. Zszedłem na dół do chłopaków. Harry stał przy kuchence i robił omlety. Pycha! Machinalnie w moich kubkach smakowych pojawiła się ślina.

- Siadaj Nialler – powiedział kucharz.

Zrobiłem to o co poprosił mnie Harry. Po chwili na moim talerzu były pustki.

- Harry, nie powiem, nie powiem, wyszły ci te omlety- na jego twarzy pojawił się szeroki uśmiech.

- To co dzisiaj robimy chłopaki? – zapytał Lou.

- No mamy dzień wolny, więc leniuchujemy- odpowiedział Zayn.

- Ja idę na siłownie- oznajmił Liam- idzie ktoś ze mną?

Po kilku minutach Harry i Liam udali się na siłownie, Lou pojechał odebrać El z lotniska, a ja z resztą chłopaków zaczęliśmy oglądać jakąś komedię. W połowie komedii przyszła do nas Demi i oglądała dalszą część z nami.



**

Około godziny siedemnastej Harry powiedział, że idziemy na karaoke. W sumie się ucieszyłem, będziemy mogli troszkę pośpiewać jakieś inne piosenki niż nasze razem. Harry powiedział, że wszystko jest ustalone, stoliki zarezerwowane i inne fanki dodatkowo tam się nie dostaną, tylko ci ludzie, którzy mieli wcześniejsze rezerwacje.

- Mogę iść z wami? – zapytała Demi.

- Pewnie- powiedział szybko Lou, lecz Harry nie miał w tym momencie zbyt optymistycznej twarzy.



Gdy wszyscy byli już gotowi wsiedliśmy do limuzyny i pojechaliśmy na wyznaczone miejsce. Pomieszczenie nie było za duże, takie w sam raz. Usiedliśmy w wyznaczonych miejscach, wszystkie pozostałe stoliki były zajęte, tylko jeden koło nas został nadal pusty. Na pierwszy ogień poszedł jakiś mężczyzna i śpiewał bardzo dobrze. Kiedy on skończył Demi pociągnęła mnie na mały podest, który był sceną.

- Co śpiewamy?- zapytała.

- Wybierz coś mi to obojętne- odpowiedziałem.
Demi wybrała piosenkę Justina Biebera i Jesiccy Jarell –OVERBOARD. Nie za bardzo znałem tą piosnkę, ale się zgodziłem. Co ja mówię w ogóle nie znałem tej piosenki. Dostaliśmy dwa mikrofony do ręki i zaczęliśmy śpiewać. Czułem się dość niezręcznie gdy śpiewałą patrząc mi w oczy takie o to frazy: Jestem za burtą i potrzebuję twojej miłości. W połowie piosenki drzwi do klubu karaoke się otworzyły, było dość ciemno, więc widziałem tylko, że dwie sylwetki weszły do środka. Gdy usiadły obok naszego stolika, wiedziałem już kim jest przybyła dziewczyna. Sekundę później uzmysłowiłem sobie, że zapewne Harry chciał abyśmy się spotkali, dlatego miał nie za ciekawą minę kiedy Demi zapytała czy może iść z nami. Ann z Mattem usiedli koło nas. Wlepiła ona oczy w Demi, po usłyszeniu kilku fraz piosenki w jej oczach mogłem dostrzec żal i zaszklone oczy. Gdy skończyliśmy śpiewać, chciałem podejść do Ann, lecz ona mnie wyminęła i wzięła mikrofon. Szczerze? Byłem strasznie zaskoczony jej posunięciem. Próbowała udawać silną, gdy zaczęła śpiewać, lecz ja naprawdę wiedziałem, że to był dla niej cios, gdy zobaczyła mnie z Demi śpiewających tą piosenkę. Zamurowało mnie jaką piosenkę wybrała, nie wiedziałem co chce tym osiągnąć, dokopać mi czy Demi. Jej wybór padł na piosenkę Demi Lovato Don’t Forget.
Oniemiałem, jej głos był niezwykły. Zawsze byłem fanem Demi, ale teraz to co wydobywało się z ust Ann było magiczne i za razem niezwykłe, może dla tego, że przepełniały tą piosenkę prawdziwe emocje i może także dla tego, że to także dotyczyło mnie. Przez całą piosenkę patrzyła z wielkim uśmiechem na Demi lub na mnie. Serce mnie bolało, gdy śpiewała i patrzyła na mnie. Oczy mi się zaszkliły. Ona przez całą próbowała być silna i z ironią się uśmiechać, przy ostatnim wersie łzy spłynęły jej po policzku. Odłożyła mikrofon, a ja pobiegłem za nią, jednaj tym razem ją dogoniłem i złapałem za nadgarstek.
- Ann …


_______________________________________________________________________________
NAPISZ CO SĄDZISZ O ROZDZIALE
50 komentarzy = następny

Dodawajcie się do obserwatorów Kociaki :D 
Wyjaśnienie dlaczego nie pisałam znajdziecie tutaj
Lajkujemy tą stronkę, bo jestem teraz tutaj adminką. 

Jak myślicie co będzie z Niallem i Ann ;> ?



czwartek, 4 lipca 2013

Notka

Hej Kociaki

Od razu przepraszam osoby, które myślały, że to nowy rozdział. A teraz krótkie wytłumaczenie. Nie pisałam przez ostatni miesiąc, ponieważ miałam wiele spraw związanych ze szkołą i nie byłam w stanie myśleć nad blogiem, pomijając, że jak nie miałam weny, nadal jej nie mam. Serdecznie dziękuje osobą, które mnie motywują, pytają często o nowe rozdziały,nie wymienię tutaj na pewno wszytskich, ale na pewno @jestemhipsterem, @DirectionerX69, @__Mofos__ . Postaram się dodać do końca tego tygodnie, ponieważ później jadę na obóz i znowu nie dodam nic przez tydzień, a jak przyjadę z obozu to na tydzień jadę do kuzynki, więc też nie dodam. Chcę dodać ten rozdział dodać w sobotę, ale boję się, że was nim zawiodę, ponieważ nie mam pojęcia co napisać ...ale już coś tam zaczełam skrobać (zdjęcie, żadnych spoilerów kocieki ;P ). Dziękuje jeszcze za wszytskie nominację, cieszę się, że doceniacie to co robię :D



twitter



piątek, 24 maja 2013

Rozdział 15

Dodawajcie się do obserwatorów koty - - - >

___________________________________________

Wstałam rano o godzinie piątej , za pół godziny zaczynał mi się pierwszy dzień treningów . Meg jeszcze słodko spała otulona kołdrą. Szybko i bezdźwięcznie wyszła z pokoju do łazienki biorąc tylko ze sobą obranie i torbę na basen. Umyłam zęby i przejechałam pomadką ochronną po ustach. Nie malowała się, ponieważ i tak zaraz bym musiała to zmazać. Postanowiłam, że się troszeczkę poruszam i udałam się na nogach do mojego celu. Na miejscu wzięłam kluczyk do szafki i przebrałam trampki na japonki. Udałam się piętro wyżej gdzie czkały pięć dziewczyn i sześć chłopców. Basen był teraz na tylko dla naszej dwunastki, chłopcy pływali na jednym, a dziewczyny na drugim. Były tu te osoby, które dostały się do Igrzysk w tym roku, po nas była jeszcze jedna tura, w sumie z samego Londynu przygotowywało się nas dwadzieścia dwoje osoby. Punktualnie o godzinie piątej trzydzieści weszliśmy się przebierać, mieliśmy piętnaście minut, kolejne dwadzieścia minut to była rozgrzewka na sucho, samego pływania było czterdzieści minut. Trenerzy wytłumaczyli nam na czym ten tydzień będzie polegał. Drugi trening miałam od piętnastej do szesnastej trzydzieści. Każdego dnia zmienialiśmy swoje dystanse w zależności, kto do ilu i jakich się zakwalifikował. Pływaliśmy cały czas swój dystans z przerwami dwudziestu sekundowymi. Każdy miał rozpisane ile razy ma tak przepłynąć, ja  na przykład dzisiaj dystans sto metrów stylem klasycznym i musiałam go powtórzyć dwadzieścia pięć razy z czego 99% musiało być niższe od mojego czasu życiowego lub góra sekundę więcej, w innym wypadku dystans był nie zaliczony. Teoretycznie mieliśmy czterdzieści minut, lecz gdy nie spełniłeś wymagań zostawałeś dłużej. Dzisiaj miałam szczęście, bo akurat z tym dystansem było spoko, zrobiłam go nawet przed czasem, bo w trzydzieści minut, byłam co prawda bardzo zmęczona, bo dałam z siebie wszystko, ale się ogromnie cieszyłam, że mi się to udało. Jakiś skrawek nadziej, że może nie będzie totalnej porażki na Igrzyskach i że może nie będę ostatnia. Wyszłam na ląd i porozciągałam się, żeby nie mieć zakwasów. Podszedł do mnie trener.
- Ann, miałem na ciebie nakrzyczeć, że nie przychodziłaś na treningi, ale Matt powiedział mi, że miałaś problemy zdrowotne i cieszę się, że już wszystko dobrze i że forma coraz lepiej, pierwsza skończyłaś, gratulację mała.
Uff byłam nastawiona, że będzie źle, a było całkiem odwrotnie, zostałam nawet pochwalona. Szczerze to było mi żal tych, którzy nie podołali i musieli męczyć się do upadłego, dosłownie do upadłego. Miałam nadzieję, że jakoś ten tydzień przetrwam dobrze. Pożegnałam się z trenerem i poszłam się przebierać. Gdy wychodziłam większość osób już także zakończyła swoje dystanse i albo zaczynali się rozciągać lub kończyli. W szatni umyłam włosy pod natryskami, przebrałam się i wysuszyłam swoje kosmyki. Wychodząc z basenu usłyszałam tylko wołanie, odwróciłam się, był to Matt.
- No hej piękna- zaśmiałam się na to powitane.
- No siemka mistrzu.
- Idziemy na jakąś kawę?- zaproponował.
- Powinnam, wracać do domu bo Meg u mnie jest, ale może nie będzie mi miała tego za złe, zresztą pewnie śpioch pewnie jeszcze śpi.
- O Meg jest u ciebie?
Widziałam po jego minie, że się cholernie zdziwił, w końcu byli przyjaciółmi, a nic nie wiedział o jej przyjeździe.
- No tak.
Udaliśmy się coś wypić na wzmocnienie, wybrałam jogurt jako moje dzisiejsze śniadanie, zdecydowałam, że później wezmę mi i Meg na wynos kawę.



- I jak zaczął ci się '' tydzień śmierci''? - zapytałam.
- No w sumie było okej, ale jestem wypluty z zmęczenia, a ty?
Matt miał dzisiaj ciężej niż ja, ponieważ jego dzisiejszym dystansem było dwieście metrów stylem motylkowym. Na jego twarzy malowało się zmęczenie, zapewne nie wynikające tylko ze zmęczenia treningiem, ale także z nie wyspaniem.
- No podobnie.
- Matt, kiedy my dokładnie wylatujemy do Stanów?
- W niedzielę, o drugiem popołudniu, mamy być pod basenem i jedziemy busem na lotnisko.
- Okej, mam nadzieję, że tam trochę przystopujemy.
- Ja też, będzie super.
Pożegnaliśmy się, ja wzięłam jeszcze dwie kawy do domu. Gdy byłam już na miejscu, zastałam oglądającą Meg telewizor, podałam jej kawę,a ona z uśmiechem podziękowała.
- Dzwonił Max i powiedział, że nie da rady się dzisiaj spotkać bo mu coś wypadło.
Szczerze? Cieszyłam się bo nie miałam ochoty na jakiekolwiek zabawy dzisiaj.
- Meg, chodź do kuchni zrobię nam coś do jedzenia i nawet mi nie pyskuj, że nie jesteś głodna.
Wiedziałam o problemach Meg, nie chciała jeść nic, zapewne gdyby mogła tak by robiła. Miała obsesję na punkcie swojego wyglądu,a raczej powiedziałabym, że na punkcie swojej wagi. Martwiłam się, że kiedyś może być za późno, żeby ją z tego wyciągnąć. Mówiła, że ostatnio idzie jej coraz lepiej i stara się zjeść przynajmniej ten obiad w ciągu dni. Pociągnęłam ją za rękę.
- Na co masz ochotę ?
- Dostosuję się.
Oczywiście jak mnie irytował ten tekst, zawsze był tylko on gdy pytałam o jedzenie. Wzięłam do rąk dwie miski i nalałam do nich mleka, porwałam paczkę płatków oraz łyżki i położyłam na stoliku. Meg nasypała sobie płatków, po chwili dołączyłam do niej.
- Masz mniej! - powiedziała.
- Wydaje ci się po prostu podniosło ci się, bo nasypałaś już płatków kocie.
Tak na prawdę, to nalałam sobie mniej, no ale musiałam się już spinać przed igrzyskami.
- Może pójdziemy na małe zakupy, co ty na to?- zaproponowałam.
Miałam zamiar kupić coś na wyjazd, który miał być już za cztery dni.

**

Po wybiciu godziny dwunastej udałyśmy się taksówką do Westfield London. Co prawda było to największe centrum handlowe w Londynie, ale lubiłam do niego chodzić, ponieważ zawsze znajdowałam tam to czego w danej chwili potrzebowałam. Wkroczyłyśmy dość stanowczym krokiem do galerii, na twarzy Meg malowało się przerażenie, zapewne spowodowane ilością osób, no tak Londyn. Miasto tętniące życiem, miasto wielokulturowe, to tylko niektóre aspekty, właśnie dla tego tak kochałam ten kraj to miasto. Ruszyłyśmy w szał zakupów, z prawie każdego sklepu do którego wchodziłyśmy, opuszczałyśmy go z przynajmniej jedną dodatkową torbą. Po skończonych zakupach byłyśmy zmęczone i głodne, udałyśmy się zjeść jakąś sałatkę i prosto do domciu. Pod wieczór wróciłam z treningu, całą drogę powrotną spędziłam na żmudnych próbach dodzwonienia się do Nialla. Cholernie za nim tęskniłam. Najgorsze było to, że wiedziałam, iż mają teraz czas wolny, przynajmniej napisał tak  Lou na twitterze. W tej chwili w mojej głowie było pełno wątpliwości. Czy mu zależy? Czy może znalazł sobie tak jakąś piękną fankę, w której się zauroczył? Nie wiedziałam nic, zero kontaktu od czasu wyjazdu nie licząc krótkiej rozmowy. Usiadłam przed komputerem z Meg, pierwsze to co zrobiłam to weszłam na twittera. Zobaczyłam swoje interakcje, jak zwykle co minutę przychodziły hejty. Czytałam je i robiłam sobie dziurę w mózgu, najgorsze było to, że te hejty nie były prawdą, ale ja i tak zaczęłam sobie wmawiać to wszystko co piszą mi te faneczki. Szczerze? Miałam dość tego wszystkiego. Na początku mówiłam sobie, że wszystko będzie dobrze, że się opanują. Ciekawe co one by czuły na moim miejscu, nooo ale oczywiście nikt nigdy nie wciela się w rolę poszkodowanego. Po przeczytaniu kilku wpisów do mnie, przeszłam na stronę główną. Moje oczy zaczęły piec, prawdopodobnie z tego powodu iż zbierała się w nich słona ciecz, jaką były łzy.
Jedna lub dwie spadły po moich policzkach, przymknęłam na chwilkę powieki aby oddać się ciszy, musiałam się uspokoić. Meg wzięła mnie w swoje ramiona i pocieszająco głaskała po włosach lub plecach. Właśnie w takich chwilach uzmysławiam sobie, że jest ona dla mnie najważniejsza, że zawsze wie, kiedy coś jest nie tak choć mówię, że wszystko jest w porządku. Kocham ją za to jaka jest, jest taka.. taka jedyna i nie powtarzalna. Kocham ją zwyczajnie za to, że jest przy mnie, nie zważywszy na moje problemy. Weszłam na profil Nialla myśląc o tym, że na pewno ma jakiś ważny powód, że nie zadzwoni do mnie mając wolny czas, co ja mówię, on nawet nie odbierze tego cholernego telefonu. Moja reakcja na to co zobaczyłam na jego profilu była gwałtowna rzuciłam laptopa na ziemię i pobiegłam do łazienki. Osunęłam się powoli na ziemię i schowałam głowę między kolana. Teraz już nie kontrolowałam moich łez. Słyszałam jak Meg dobija się do łazienki i coś krzyczy, ale w ogóle nie zwracałam na to uwagi. Mój mózg dalej analizował zdjęcie, które zobaczyłam. Piękną parę? Nialla śmiejącego się, szczęśliwego. Nialla całującego jego hmm ideał, z którym zawsze chciał iść na randkę. Zawsze ceniłam Demi za to, że jest silna, za wszystkie przeciwności losu, które pokonała, była można powiedzieć dla wielu dziewcząt wzorem do naśladowania. Sama przeżyła to co ja teraz za pewnie, nie raz. Ja tutaj czekając w Londynie na niego odliczałam godziny, do naszego spotkania w Stanach, a on się bawi, nawet nie zadzwoni. Zrozumiałabym gdyby miał pracę okej, każdy jest człowiekiem, ale ... ale obiecał, że będzie dobrze, zapewniał, że będzie dzwonił, tęsknił. Już kolejny raz w swoim życiu przekonałam się ile dla nie których osób znaczą słowa, ile znaczą puste obietnice rzucone na wiatr. Przeanalizowałam wszystko dokładnie. Było mi niedobrze, czułam obrzydzenie kiedy mój mózg przywracał wspomnienie zdjęcia. Mój żołądek podchodził do gardła na samą myśl o tym, stres zrobił swoje i zruciłam zjedzone dzisiaj rzeczy. Tak, to nie pierwszy raz wymiotuję, ze stresu. Wyszłam z łazienki z malującym się na mojej twarzy wykończeniem zarówno jak i psychicznym jak i fizycznym. Meg tylko opatuliła mnie ramieniem i zaprowadziła do łóżka. Dziękowałam, za to że nawet nie próbuje zacząć rozmowy, nie miałam na to siły. Moim marzeniem teraz było położyć się, zasnąć i wybudzić się z tego koszmarnego snu.

**
( Następny dzień, pod wieczór)

Treningi miałam już za sobą. Pomogła mi troszkę rozmowa z Mattem. Około godziny ósmej siedziałyśmy z Meg na łóżku, zajadałyśmy lody i oglądałyśmy smutne filmy płacząc w chusteczki. Doskwierał mi jeszcze bardziej brak kogoś kogo mogę przytulić, co prawda miałam Meg, ale to nie to samo co z ... właśnie z nim. Miałam gule w gardle myśląc nawet o nim. Obwiniałam się, że zamiast zająć się Meg to zrzucałam jej jeszcze na głowę swoje problemy. W połowie drugiego filmu usłyszałyśmy dzwonek do drzwi. Spojrzałam na Meg pytającym wzrokiem.
- Spodziewasz się kogoś?- zapytałam.
- Nie- powiedziała z wymalowany zdezorientowaniem na twarzy.
- Meg, kocie, proszę cię idź otworzyć.
- Okej, sekunda.
Po minucie Meg przyszła, ale nie sama. Rozdziawiłam usta jak zobaczyłam kto przyszedł. Wczoraj Meg dokładnie mówiła, że nie przyjdą.
- Niespodzianka! - krzyknęli chłopcy.
- Ale, ale.. my jesteśmy w dresach, całe rozmazane i wgl - wyjęczałam chowając się pod kołdrę.
- My, się właśnie do was dołączymy, będziemy oglądać filmy.
- Ugh.. nie lubię niespodzianek- wyjęczałam, nadal leżąc pod kołdrą.
Po krótkim czasie poczułam ciężar na sobie wyjęczałam tylko - ała, złazić ze mnie!
Sekundkę później ujrzałam twarz Maxa tuż przy mojej, co prawda panował pół mrok, lecz ja bardzo dobrze hmm , jak by to powiedzieć, mogłabym go rozpoznać z pięćdziesięciu metrów. Świdrował mnie wzrokiem.
- Weź, na mnie nie patrz tak, wyglądam strasznie, resztki makijażu, włosy rozczochrane..
- Taka właśnie mi się najbardziej podobasz - wyszeptał. Na te słowa fala ciepła przeszła chyba przez każdą komórkę w moim ciele.
Chłopcy przygotowali procenty i oglądaliśmy kolejne filmy z mojej kolekcji. Po zakończeniu drugiego filmu, każdy z nas miała na swoim kocie przy najmniej cztery drinki i to takie dość konkretne. Sama już troszkę nie kontaktowałam z połączeniu jeszcze z zmęczeniem fizycznym. W pewnej chwili Max złączył nasze dłonie, momentalnie dreszcz przeszedł mi wzdłuż kręgosłupa. Dawno nie czułam właśnie tego dotyku, dotyku w którym kiedyś się zatracałam, tej dużej i ciepłej dłoni sykającej się z moją. Max poprosił mnie o rozmowę na osobności, więc opuściliśmy towarzystwo i udaliśmy się do pokoju obok.
- Ann ... kocham cię i nigdy nie przestanę, wiem, że ty teraz nie możesz mi tego powiedzieć, ale nie winię cię za to, znalazłaś szczęście u boku innego chłopaka, może takiego, który może poświęcać ci więcej czasu niż ja gdy wyjechałem z kraju. Ale czy pamiętasz te czasy kiedy byliśmy razem? Czuliśmy się jak w niebie, jak by nic nie miało znaczenie, oprócz naszych uczuć względem siebie. Wiem, że nie mogę wymagać od ciebie teraz kiedy wróciłem, abyś go zostawiła dla mnie, nie jestem taki, najważniejsze jest dla mnie twoje szczęście, chociaż nie zdobywasz go przy moim boku - głos na chwilę mu się załamał.
- Max .. egh.. - nie wiedziałam co mam powiedzieć, czy mówić cokolwiek. Nie umiałam teraz mu nawet zawtórować, w mojej głowie była pustka spotęgowana jeszcze alkoholem.
- Nie, Ann nic nie mów, wszystko rozumiem... - powiedział spuszczając głowę.
- To nie tak, moje uczucia nigdy do ciebie nie zgasły, nawet nie zdajesz sobie sprawy ile spędziłam nocy płacząc nad tym, że wyjechałeś... Max.... ja chyba nadal..- nie dokończyłam bo pociągnął mnie za rękę  i  posadził na swoich kolanach. Patrzyliśmy sobie w oczy, przez długi czas, jego wzrok był powalający, jego uczucia można było wyczytać z jego oczu jak z otwartej księgi. Opuściłam wzrok, aby po chwili znów go podnieść, chłopak przybliżył swoją twarz do mojej, tak, że stykaliśmy się czołami, jego usta dzieliły już tylko dwa centymetry od moich. Wszystko się działo jak za strzałem błyskawicy. Nasze usta były już coraz bliżej, by połączyć się w jedną całość, prawie się stykały, czułam jego świeży oddech na mojej twarzy . . .



________________________________________________________________________________-

50 komentarzy = kolejny :)

Wybaczcie, że nie dodawałam długo rozdziału, noo ale miałam pełno rzeczy do szkoły. Dziękuję za pięć nominacji pod ostatnim rozdziałem do Liebster Award! Nie wiem czy ktoś teraz jeszcze czyta tego bloga, więc zastanawiam się nad jego zawieszeniem . .. 
Liczę na jakieś opinię kociaki xx

Pisałam ten rozdział do pierwszej nocy dla was xx

twitter

Jeśli chcesz być powiadamiana a NIE JESTEŚ zostaw swój nick na twittera, lub jakiś kontakt.













sobota, 4 maja 2013

Rozdział 14

Dla:  @jestemhipsterem i @Kanapka_Horana




Rano obudził mnie dźwięk dzwoniącego telefonu. Przetarłam szybko oczy i zaczęłam szybko go szukać. Gdy go znalazłam rozpoczęłam rozmowę z moim rozmówcą.
- Hallo? – powiedziałam nadal jeszcze zaspanym głosem.
- Hej, kotku obudziłem cię ? – zapytał Niall.
Od razu gdy usłyszałam i rozpoznałam jego głos, na mojej buzi momentalnie zagościł uśmiech.
- Hej, nie obudziłeś mnie – mimowolnie ziewnęłam.
Niall zaczął się śmiać jak to usłyszał.
- Tak, rzeczywiście nie.
- Co tam u was?
- Masz na myśli mnie, tak?
- Oczywiście ty mój kochany egoisto.
- No, wiesz leżę, sobie w łóżku i myślę o tobie.
- Patrz, prawie jak ja.
- Wierz mi, chciałbym na to patrzyć.
- Niall, tęsknie- głos mi zadrżał.
- Ann, ja też i kocham.
- No, co do tego drugiego to nie wiem- kochałam się z nim przedrzeźniać.
- No,wiesz co...
- Nie, wiem.
- Zraniłaś mnie kocie.
- Kocham cię skarbie, najbardziej na świecie.
- Uf, to teraz mogę spokojnie zasnąć. Pa, miłego dnia.
- Ha ha, cieszę się. Tobie też miłej nocy, tylko nie rozrabiaj.
- Na pewno nie będę, całusy.
Niall wypowiedział te ostatnie słowa i się rozłączyliśmy. Wygramoliłam się jakoś z łóżka z nadzieją, że dzień jak pozytywnie rozpoczął tak i się skończy, cieszyłam się, że Meg dzisiaj do mnie przylatuje. Pognałam do łazienki, w której umyłam się, wciągnęłam na siebie ubranie, wysuszyłam włosy i zrobiłam lekki makijaż. Zeszłam na dół i byłam zdziwiona bo ujrzałam mojego tatę jedzącego kanapki i czytającego jakąś książkę. Był to dla mnie dziwny widok, że go widzę, że nie był w pracy.
- Cześć tato.
- Dzień dobry Ann.
Podeszłam do szafki wstrzyknęłam sobie insulinę i zrobiłam jedną kanapkę. Podeszłam do stołu aby ją skonsumować.
- Gdzie się wybierasz dzisiaj?- zapytał tata.
- Idę do sklepu zrobić zakupy, bo wieczorem przylatuje Meg.
- O jak miło, z rodzicami?
- Nie, sama przyjedzie do mnie, spędzić trochę czasu ze mną.
- Ann?
- Tak?
- Muszę cię o coś spytać.
- Słucham.
- Dzwonili do mnie wczoraj. Chcę, żebyś mi sama powiedziała co się stało.
- Nic, się nie stało.
- Jak to nic?
- Nie chcę o tym rozmawiać, OK?
- Ann. Potrzebujesz pomocy? Może pójdziesz na kilka spotkań z panią psycholog?
- Nie, tato, wiesz, że tego nie nawiedzę. Już wszytko jest dobrze.
- James?
- Co James?
- Pokłóciłaś się z nim?
- Nie, boże, nie jestem już z nim.
- Jak to nie?
- Zdradził mnie . . . - powiedziałam i zamilkłam.
- Oj, ostatnio mi jeszcze mówił, że wszystko dobrze jest.
- Tato, wychodzę, bo nie zdążę później.
Wzięłam torebkę i udałam się drogą do supermarketu. Zabolały mnie wspomnienia o Jamesie,a  najbardziej to, że kłamał mojemu ojcu, że z nami jest wszytko dobrze, pewnie aby miał nadal plusy w szpitalu. Bezwzględny człowiek. Rozmyślałam tak na temat mojej rozmowy z tatą, aż nie wpadłam na kogoś i się nie przewróciłam. Ktoś podał mi rękę, skorzystałam z pomocy i stanęłam przed tym osobnikiem jak wryta. Nie mogłam wydusić z siebie ani jednego słowa. Nie byłam pewna, ale przed moimi oczami stał Max. Moja pierwsza miłość byliśmy ze sobą, aż cztery lata, a rozstaliśmy się tylko dla tego, że on wyjechał do Niemiec, do ojca. Chodziłam z nim także, do klasy. Wszystkie wspomnienia powróciły jak za strzałem, wspólne dzieciństwo, pierwsza randka, pierwszy pocałunek, pierwsza rocznica .. i bolesne rozstanie.
- Max? - wydusiłam.
- Ann?!
Równo pokiwaliśmy głowami i wpadliśmy sobie w ramiona. Max był dla mnie kimś wyjątkowym i jedynym.
- Może się gdzieś przejdziemy? - zaproponował.
- Pewnie, tylko najpierw muszę zrobić zakupy.
Wykonaliśmy tę czynność bardzo szybko, odnieśliśmy siatki do domu i udaliśmy się do parku, gdzie usiedliśmy na ławce.
- Dawno wróciłeś?- zapytałam.
- Tydzień temu.
- Dlaczego się nie odzywałeś?
- No wiesz z brukowców można wiele wyczytać, nie chciałem wchodzić butami w twoje nowe życie.
- Max, nieważne czy jesteśmy razem, czy nie zawsze będziesz dla mnie bardzo ważny.
- A co tam u Meg i Lukasa?
- Meg, się przeprowadziła, ale dzisiaj do mnie przylatuje, a co do Lukasa to nie mam pojęcia, dawno się z nim nie kontaktowałam.
- To, może spotkamy się w czwórkę w najbliższym czasie co ty na to?
- Pewnie, bardzo chętnie.
- Wyładniałaś.
- Dobra beka, kotku- zaczęłam się śmiać.
- Noo naprawdę mówię.
- Dzięki, za to ty wyglądasz jak Shrek- wybuchłam śmiechem.
- Daję ci dziesięć minut, na ucieczkę inaczej będzie z tobą źle.
Szybko wstałam z ławki i zaczęłam uciekać. Max oczywiście kłamał, że da mi dziesięć minut, bo w rzeczywistości nie dostałam ani jednej i po chwili byłam już na ziemi, szybko się wysmyknęłam i siedziałam na nim, śmialiśmy się i siłowaliśmy na ręce. Wróciły można powiedzieć, że stare czasy, czasy, w których nie było tyle problemów. Mieliśmy tylko siebie. Byliśmy tylko my, wspieraliśmy się zawsze, zawsze przy sobie, jak dwie nierozerwane części serca. Wszystko to wróciła, czy uczucia wróciły? Tego sama jeszcze nie wiedziałam. Po chwili wróciliśmy na nasze poprzednie miejsce.
- Jak było z Niemczech? - zapytałam.
- O niebo lepiej jest tutaj i cieszę się, że tu wróciłem, chociaż smutne jest to, że nie jest tak jak wcześniej.
Spuściłam głowę na dół, miałam można powiedzieć wyrzuty sumienia? Wiedziałam do czego nawiązywał, jak wyjeżdżał obiecałam, że będę tu na niego czekać, że jak wróci nadal będziemy razem, z moich oczu popłynęły łzy. Max podniósł moją głowę za podbródek, przytulił i pocałował we włosy. Nie mogłam przestać płakać, było w tym za dużo emocji i wspomnień.
- Pamiętaj ja zawsze będę twym aniołem, będę zawsze obok ciebie.
- Max, przepraszam- powiedziałam nadal chlipiąc.
- Wszystko wokół się zmienia, nawet my. . . Masz nowy numer?
- Tak- odpowiedziałam.
- A mogłabyś mi go dać?
- Pewnie.
Wymieniliśmy się numerami i umówiliśmy się wstępnie na jutro, po moim treningu. Wróciłam mozolnym krokiem do domu, z jednej strony cieszyła się, że spotkałam Maxa, ale z drugiej trochę się martwiłam i byłam sobie cholernie winna. Wróciłam do domu, rozpakowałam zakupy i zorientowałam się że jest już 5:30, a o 6:00 miałam być po Meg na lotnisku. Pojechałam na lotnisko i czekałam na krześle na nią. Szczerze miałam wiele wątpliwości jak się będziemy teraz dogadywać, czy ona się zmieniła, jak zareaguje na mój związek z Niallem, o ile jeszcze o tym nie wiedziała, jakie będzie jej zachowanie jak spotka Lukasa, czy będzie wszystko jak dawniej, czy to już zamknięty rozdział? Na lotnisku było pełno ludzi od starszych ludzi do małych latających dzieci, plątających się wokół nóg przechodzących lub nawet biegających ludzi. Nagle stanęła przed moimi oczami moja przyjaciółka.




Zmieniła się trochę od naszego ostatniego spotkania. Zrobiła sobie kolczyki, o czym zresztą zawsze suszyła dupę rodziców, ale jej mama Kasia, jej nie pozwalała, co jak co ale kochałam imię jej mamy, było takie inne, zawsze jak pisałyśmy to śmieszyło mnie, że mi pisze np.



Wstałam z krzesła i mocno ją przytuliłam. Uroniłyśmy z jedną łezkę.
- Hej kocie - powiedziała.
- Hej Meg.
Gdy ją przytulałam czułam, że ma coś pod bluzką i wybuchnęłam śmiechem.
- Meg, powiedz mi, że masz na sobie ten gorset od mnie,Maxa,Matta i Lukasa.
Nie czekałam na odpowiedź, bo wiedziałam jaka będzie, brzuch mnie bolał ze śmiechu.
Dawnej jak wracaliśmy z Mattem z treningu, on pedober zawsze żartował, jak mijaliśmy sklep z bielizną, że kupimy kiedyś Meg jakiś gorset na urodziny i rzeczywiście tak się stało.
- Meg, taki fetysz- gorset awww- powiedziała, już troszeczkę opanowana- chodź do taksówki kochana.
Podjechaliśmy pod mój dom, Meg wzięła swoją walizkę, zaprowadziłam ją do pokoju gościnnego.
- Ale wiesz kocie pierwszą noc śpisz ze mną.
- No jasne Ann- powiedziała po czym zrobiła dziką minę.
Meg trochę się rozpakowała.
- To co oglądamy jakiś film?
- Pewnie.
Wzięłam wraz z Meg kubki, cole i chipsy i jakiś popcorn z kuchni i ruszyłyśmy w stronę mojego pokoju.
Wybrałyśmy ''Oszukać przeznaczenie''. Po zakończeniu oglądania zaczęłyśmy gadać.
- Ann, to prawda, że jesteś z Niallem z One direction?
- No tak, skąd wiesz?
- Serio? Mam komputer Ann.
- No takk.
- Meg, bo wiesz, ja mam teraz ciężki tydzień na basenie przed igrzyskami, będę musiała cię opuszczać codziennie dwa razy, no ale rano to pewnie nie zauważysz bo wychodzę o piątek i wracam o siódmej, ale dzisiaj nie zgadniesz na kogo wpadłam na ulicy?
- No nie wiem,na  Emme Watson?
- Ha ha nie. Spotkałam Maxa.
- Tego Maxa?
- No tego, mojego byłego- nie lubiłam posługiwać się wyrazem ''byłego'', no ale cóż, takie były realia.
- Wow, to kiedy on wrócił?
- No tydzień temu i umówiłam się tak wstępnie, że się jutro wieczorem spotkamy, tak w czwórkę.
- Jak to w czwórkę? To kto jeszcze będzie?
- No Lukas.
- Lukas, moja dupa?- zapytała Meg.
- Hahahhaa tak Lukas twoja dupa.
- Ann, o co chodziło gdy do mnie dzwoniłaś, żebym szybciej przyjechała? Co się stało?
- No wiesz pokłóciłam się z Niallem, ale już wszystko w porządku.
- Rozbieraj się- zakomunikowała.
- Co? Hahah, nie Meg, hhaha ja mam chłopaka sorry kocie.
- Wiesz,  że nie o to chodzi?
- Tak? To o co?
- Pokazuj swoje nowe blizny- ołć za dobrze mnie znała, teraz mi to ciążyło.
- No, ale nie ma czego pokazywać, to stare, je już widziałaś.
- Nie dyskutuj tylko pokazuj, mi tu.
Podciągnęłam rękawy i pokazałam jej rzeczywiście stare blizny na rękach.
- Brzuch.
- Nie, bo tam nic nie ma?
- To, jak nic nie ma to co boisz się pokazać?
Nie wiem dlaczego, ale zaczęłam się śmiać. Podniosłam bluzkę, a Meg zobaczyła mój brzuch zalepiony  plastrami.
- Ann, byłaś w szpitalu?
- No tak, Niall mnie zawiózł jak zobaczył mnie nieprzytomną.
- Ann, nie będę ci prawiła kazania, bo kiedyś było na odwrót i nie fajnie to się skończyło.
- No takk. Idziemy spać?- zapytałam.
- Okej.
Przebrałyśmy się, umyłyśmy kulturalnie ząbki i położyłyśmy się do łóżka.

____________________________________________________________________



Jak myślicie co bd z Ann i Maxem, czy stara miłość nigdy nie rdzewieje?

Jak pisałam ten rozdział to miałam bardzo skrajne emocje od płaczu do wybuchania śmiechem i jaram się tym co napisałam, mam nadzieję, że wam się podoba. Komentować miśki ;*

----------------------- 45 kom = kolejny-------------------------

Byłabym wdzięczna gdybyście mogły udostępnić blog np. na swoim twitterze, albo jak prowadzicie fanpage na facebooku o 1D.

Chcesz ze mną popisać, poznać mnie, zapytać o nowy rozdział, zapraszam:


 twitter: https://twitter.com/hipster_model



JEŚLI CIĘ NIE POWIADAMIAM,A CHCESZ ABYM TO RB ZOSTAW TWITTERA.









czwartek, 25 kwietnia 2013

Rozdział 13

Dla mojej kochanej przyjaciółki, przepraszam...  ;(

_______________________________________________________

Obudziły mnie lekkie pocałunki w policzek. Leniwie otworzyłam najpierw prawe, a później lewe oko. Zobaczyłam przed sobą mojego księcia. Aww wymarzony widok na rozpoczęcie dnia.
- Hej piękna- powiedział.
- No siemeczka dupo- odpowiedziałam.
Niall zaczął rechotać ze śmiechu.
- Ooo dzięki, też masz fajny tyłek kotku - powiedział, próbując opanować swój dziki śmiech.
- Już wstaję - przeciągnęłam.
Jak powiedziałam tak zrobiłam. Niall stał za mną i klepnął mnie w pośladek.
- Niall! Baranie!
- Ja baranem?!
- Tak! Ty!
- Zaraz pożałujesz- chciał to powiedzieć, groźnie ale nie do końca mu to wyszło.
Szybko zbiegłam po schodach i schowałam się za długą, brązową zasłoną. Siedziałam tam kilka przez kilka minut, aż ktoś szybkim ruchem odsunął zasłonę, przestraszyłam się strasznie, aż podskoczyłam i zrobiłam przestraszoną minę.
- Mam cię - powiedział z dumą Niall.
Ja się w niego wtuliłam. Staliśmy tak kilka minut, mogę się z nim przytulać cały dzień.
- Ann, siadaj zrobię ci coś do jedzenia.
- Nie, Niall nie jestem głodna.
- Musisz coś zjeść.
- Nie, napewno nie muszę, za niecały tydzień wracam do treningów i muszę się pilnować.
- Okej, rozumiem, ale to nie znaczy, że masz nic nie jeść.
- Nie, zjem i koniec!- nerwy mi puściły.
- Przestań, sport nie jest ważniejszy od normalnego myślenia i zachowania pewnych norm!
- Daruj sobie, jesteś żałosny, ja ci nie mówię, że zachowanie twoich zasranych fanek, tym bardziej odbiega od jakichkolwiek norm?!
Ta ostra wymiana zdań nie była miła. Niall po chwili wybiegł z mojego domu. Gdy przeanalizowałam co zrobiłam czułam się potwornie. Oczywiście najpierw mówi, potem myśli. Brawo Ann. Wzięłam telefon i wybrałam numer Nialla kilka razy, lecz nikt nie odbierał. Byłam załamana. Padłam na łóżko i zamknęłam oczy po umyśle przebiegały mi wszystkie wspomnienia z nim związane. Czułam się potwornie, zniszczyłam wszystko kilka słowami. Czułam się jak bym czas na chwilkę się zatrzymał. Usłyszałam dzwonek do drzwi zobaczyłam w nich Matta. Cholera, nooo tak, basen. Spojrzałam na niego z zakłopotaną miną.
- Daj mi minutkę- powiedziałam.
- Jasne.
Szybko pobiegłam do łazienki wciągnęłam na siebie ubranie, wykonałam rutynowe czynności w łazience, złapałam torbę i zeszłam do Matta.
- Ejj, Ann co jest?
- Nic, wszytko w porządku.
Próbowałam wszystko zamaskować, jak zwykle, może większość osób by w to uwierzyła, ale na pewno nie Matt. Usiadł na kanapie, pociągnął mnie za sobą, ułożył na swoich kolanach i objął mnie ramionami. Wtuliłam się w jego obojczyk i łzy mimowolnie popłynęły po moich policzkach. Matt głaskał mnie po plecach. Po kilku minutach odsunął mnie od siebie i spojrzał w oczy.
- Annie co się stało?
- Pokłóciłam się z Niallem- wyszeptałam zwieszając głowę w dół.
Matt podniósł mój podbródek.
- Jutro, na pewno jutro się pogodzicie.
- Na pewno, to on jutro wyjeżdża...
- Ann, pewnie przyjdzie do ciebie wieczorem i się pogodzicie.
- Oby... - powiedziałam chociaż nie miałam nawet nadziei na to, że to on pierwszy przyjdzie.
Otarłam łzy i udaliśmy się z Mattem do pracy, w której nic nadzwyczajnego się nie działo. Po skończonej pracy poprosiłam go, aby zostawił mnie samą, on na szczęście spełnij moją prośbę. Udałam się do mojego pokoju. Załączyłam swojego laptopa. Przeglądałam w internecie zdjęcia Nialla. Byłam rozhisteryzowana. Zdałam sobie sprawę, że go straciłam. Czy to był definitywny koniec? Tego jeszcze nie wiedziałam. Na tych wszystkich zdjęciach widziałam jego cudowny uśmiech, jego idealne oczy. Widziałam jego, miłość mojego życia. Weszłam na twittera.




Oczywiście pełno było tam hejtów na temat mojej osoby. Tylko, że teraz już nie miałam siły. Nie miałam sensu żyć? Bez niego. Tak owszem dałam mu obietnicę, że już tego nie zrobię, lecz nasza kłótnia chyba była równoznaczna z zerwaniem jej. Przy łóżku w szafce nocnej miałam moje zabawki po, które sięgałam gdy było mi smutno. Można tak to opisać. Ściągnęłam bluzkę .Wzięłam do ręki ostrą, nową żyletkę i robiłam po brzuchu coraz to nowe cięcia. Po chwili się z tym zatraciłam. Krew wylewająca z ran pozwalała mi ochłonąć, gdy zrobiłam już około dwadzieścia uspokoiłam się. Wstałam z łóżka i zaczęłam rozbić różne ciężkie ćwiczenia. Po dwóch godzinach treningu, byłam już cholernie zmęczona. Poszłam do łazienki. Wzięłam szybko prysznic i ubrałam piżamę. Szłam do pokoju, lecz nagle zaczęła cholernie boleć mnie głowa, oparłam się rękami o ścianę, miałam nadzieję, że zaraz przestanie mnie boleć głowa. Lecz tak się nie stało. Wróciłam do postaci stojącej lecz zaraz nic nie widziałam na oczy. Pamiętam tylko ciemność.




Niall



 Przemyślałem wszytko, owszem zabolały mnie jej słowa, ale ona jest dla mnie najważniejsza. Rano pobiegłem do kwiaciarni po bukiet róż i udałem się do jej domu. Dzwoniłem na dzwonek, lecz nikt nie otwierał, po pięciu minutach nacisnąłem na klamkę. Drzwi były otwarte.
- Ann!?
Nikt się nie odzywał. Wybiegłem po schodach do jej pokoju. To co tam zobaczyłem przeraziło mnie. Ann leżała na ziemi, jej bluzka była zakrwawiona w okolicy brzucha. Podniosłem ją i położyłem na łóżku.
- Ann! Słyszysz mnie?
Nic nie mówiła. Wziąłem telefon i zadzwoniłem po karetkę. Zobaczyłem zakrwawioną żyletkę na półce nocnej. Podniosłem lekko jej koszulkę. To co tam ujrzałem było straszne. Cięcia były długie i głębokie na całym brzuchu. Krwawiły. Po piętnastu minutach przyjechała karetka. Szybko ją zabrali, a ja pojechałem samochodem za nimi. Plułem sobie w brodę, że zapewne zrobiła to przez mnie. Teraz tak do końca zdałem sobie sprawę, że nie mógłbym żyć bez niej. Po kilku minutach wszedłem do poczekalnie i zapytałem gdzie jest Ann, pielęgniarka zaprowadziła mnie pod salę gdzie była i kazała czekać. Czekałem dwie godziny, łzy leciały z moich policzków. Patrzyłem bez żadnego wyrazu twarzy przed siebie, aż ujrzałem lekarza i kilka pielęgniarek oraz Ann, która leżała na pchanym łóżku. Lekarz pozwolił mi do niej wejść. Była ona bardzo blada. Do jej ciała były powpinane różne kabelki.
- Ann, przepraszam cię bardzo- powiedziałem.
Ona nic nie mówiła, tylko tępo patrzyła w moją twarz, po chwili usłyszałem jej płacz. Podszedłem do niej powolnym krokiem, bojąc się, że zaraz mnie odrzuci. Usiadłem na brzegu jej łóżka. Lekko ją objąłem aby nic jej nie zrobić.
- Kochanie, strasznie mi przykro.. - mówiłem w jej ucho.
- Niall, przepraszam - powiedziała dalej płacząc- nie chciałam, tego robić, po porostu już nie daję rady.
- Misiu, poradzimy sobie z tym razem. OK? - chodziło mi o jej problem z cięciem się, ale także o moje fanki.
Po wypowiedzeniu tych słów weszła pani doktor.
- Dzień dobry, nazywam się Ashley Mars i jestem psychologiem w tym szpitalu, chciałabym z tobą porozmawiać.
Popatrzyłem na Ann, miała przerażoną minę.
- Niall, proszę nie- wyszeptała.
- Kotku, to dla twojego dobra.
- Nie, nie, nie, Niall, błagam cię, weź mnie z tond- zaczęła panicznie płakać.
Na jej twarzy widziałem paniczny strach i obronę, trzymała dłonie przy twarzy i wbijała paznokcie w nią.
- Myślę, że to na razie jest zły pomysł- powiedziałem.
Lekarka posłusznie wyszła.
- Niall?
- Tak?
- Możesz mnie zabrać do domu? Proszę.
- Pójdę do lekarza i zapytam.
Udałem się tam, oczywiście, powiedział mi, że Ann przydałaby się pomoc specjalisty i że nie powinna się teraz przemęczać i stresować. Po tym jak dał mi wypis pojechaliśmy z Ann do jej domu. Zaniosłem ją do jej pokoju, zrobiłem na herbatę i wróciłem do niej.
- Ann, pamiętasz co mi kiedyś obiecałaś?
- Niall, tak ale..
- Nie ma żadnego ale, słyszysz nie ważne co się stanie, masz już tego nigdy nie robić. Obiecujesz?
- Tak i przepraszam, wiem że się na mnie cholernie zawiodłeś.
- Ann, kocham cię taką jak jesteś i czuję się cholernie winny, że to przed mnie.
- Kocham Cię- powiedziała, to z takim uczuciem, jak nigdy.
- Ja też Cię kocham Perełko.
- Tak, cholernie ciesze się, że mam kogoś takiego jak ty. Kocham Cię za to, że jesteś przy Mnie gdy tego potrzebuję.
Przytuliłem Ann. Była dla mnie taka ważna. Pocałowałem ją w czoło, lecz ona przeszła pocałunkami na moje usta, nie powiem stęskniłem się za jej ustami. Najgorsze było to, że za kilkanaście minut musiałem się z nią pożegnać bo wylatywaliśmy z chłopakami do Stanów. Rozmawialiśmy przez te ostatnie minuty, przed moim wyjazdem, dowiedziałem się, że Ann za tydzień też jedzie do USA, więc była szansa, że niedługo się spotkamy. Gdy się z nią żegnałem miałem w oczach łzy, powiedziałem jej, że ma o siebie dbać. Ze spuszczoną głową wróciłem do domu, aby zabrać bagaże i udać się z chłopakami na podbój Stanów Zjednoczonych.


Ann

Było mi smutno, że Niall wyjechał, ale byłam nastawiona pozytywnie, że może w najbliższym czasie się zobaczymy. Postanowiłam zadzwonić do Meg.
- Hallo?
- Hej, Meg.
- Siemeczka Ann.
- I co?
- Zgodzili się, miałam jutro do ciebie zadzwonić.
- Awwww. Meg a co powiesz, no to abyś do mnie przyjechała teraz na tydzień no i jeszcze później na Olimpiadę ? Potrzebuję cię teraz.
- Noo wiesz, kusząca propozycja, ale muszę ją rozpatrzyć z rodzicami, a co się stało kochanie?
- To nie rozmowa na telefon.
- Okej, jak będę coś więcej wiedziała od razy zadzwonię. Pa, buziaczki.
- Pa.
Odłożyłam telefon na biurko. Byłam zmęczona, położyłam się do łóżka z nadzieją, że moja przyjaciółka przyjedzie jak najprędzej.

______________________________________________________________________________

Dobra nie liczę, na dużo komentarzy bo mi nie wyszło -.-

może tak 25 komentarzy = kolejny rozdział

mój facebook: https://www.facebook.com/anka.zdun
mój twitter: https://twitter.com/hipster_model

Jeśli Cię NIE powiadamiam, a chce zostaw swojego twittera.
























poniedziałek, 22 kwietnia 2013

Nominacja do Versatile Blogger Award

Hejka

Zostałam nominowana do nagród Versatile Blogger Award przez autorkę bloga o One direction.

Bardzo mi miło, że ktoś docenił te moje wypociny :)



Zadanie polega na tym, że należy napisać w notce 7 faktów o sobie, a później nominować kolejne 10 blogów i  poinformować je o tym w komentarzu. Osoba, która dostała nominację powinna podziękować osobie, która ją nominowała.


Więc fakty o mnie:
1. Mam 15 lat.
2. Jestem pływaczką.
3. Moja kuzynka zaraziła mnie miłością do 1D.
4. Mój twitter to @hipster_model
5. Mam młodszego i starszego brata.
6. Byłam w szpitalu dwa dni po urodzinach Zayna i miałam  na nadgarstku namalowany znaczek forever.
7. Lubię czytać książki medyczne. 

JEŚLI PISZESZ BLOG ZOSTAW TU SWÓJ LINK. MOŻE CIĘ NOMINUJĘ :D


Nominowane blogi:
8.
9.
1o.








sobota, 13 kwietnia 2013

Rozdział 12

Dedykacja dla @iAlexofficial



Rano obudził mnie dźwięk budzika. Byłam niewyspana, no ale trudno się mówi, za półgodziny miał przyjść po mnie Matt. usłyszałam za sobą jęknięcie, odwróciłam się i ujrzałam rozespanego Nialla, wyglądał słodko.
- Mamo, jeszcze chwilkę.. - marudził Niall.

- Czy ja wyglądam jak twoja mama?!
Niall szybko otworzył i mrugnął nimi kilka razy.
- Ann, przepraszam- powiedział troszkę zaspany.
Ja wybuchnęłam śmiechem z całej tej sytuacji. Niall patrzył na mnie pytającym wzrokiem. Pokiwałam tylko przecząco głową i weszłam nad niego i dałam mu szybkiego całusa.
- Mama tak chyba nie całuje- powiedziałam zadziornie.
- Aww słońce pewnie, że nie.
 Po chwili udałam się do łazienki, wykonałam w niej rutynowe czynności i wciągnęłam na siebie ubranie. Krótkie spodenki i koszulkę oraz dorzuciłam pierścionek i naszyjnik. Pogoda dzisiaj bardzo dopisywała ,więc spodziewam się tłumów na basenie. Gdy wykonałam już wszystkie czynności wróciłam do Nialla.
- Kocie, chodź na dół, zrobię coś do jedzenia.
Niall wygramolił się z  łóżka, złapał mnie za rękę i zeszliśmy do kuchni. przygotowałam pyszne omlety. Po zjedzeniu śniadania, mój chłopak udał się na próbę, wcześniej należycie się ze mną pożegnał.


Około godziny dziewiątek usłyszałam dzwonek do drzwi. Zwinęłam tylko torbę z ziemi założyłam balerinki i otworzyłam drzwi. Zobaczyłam Matta, zaniemówiłam na jego widok i łzy stanęły mi w oczach. Boże jak ja go dawno nie widziałam. Był on moim bliskim przyjacielem, zawsze umiał człowieka podnieść na duchu, rozśmieszyć, po prostu być przy tobie. Wpadłam w jego ramiona. On z całej siły mnie przytulił.



- Hej- wyszeptał.
- Cześć, nawet nie zdajesz sobie sprawy jak miło cię widzieć i jak tęskniłam.
- Też tęskniłem. To co idziemy? Porozmawiamy w drodze.
- Pewnie.
Zarzuciliśmy swoje torby na ramiona i udaliśmy się w stronę basenu.
- Jak było na treningu?- zapytałam.
- No wiesz, rutyna... Ann co z twoim zdrowiem?
- Matt to długa historia nie chce mi się jej opowiadać.
- Mamy czas.
Westchnęłam i w wielkim skrócie opowiedziałam mu kawałek mojego życia od zerwania z Jamesem do pobytu w szpitalu.
- Dobrze, że niedługo wracasz.
- Też się cieszę.
- Wiesz przyszły tydzień będzie wyjątkowo ciężki na basenie.
- Dlaczego?
- No bo będzie to nasz ''tydzień śmierci'' przed igrzyskami, później jedziemy kadrą pływaków z UK do USA, gdzie będziemy mieć tylko już jeden trening po południu sparingowy na nasze dystanse, a głównie to odpoczynek do czasu igrzysk- powiedział Matt.
Zaraz. Zaraz. Co? Nic nie wiedziałam o tym wyjeździe. No tak nie byłam tydzień na treningach, pewnie trenerzy mówili to wtedy bo w sumie wystarczyło im trzy tygodnie przed wyjazdem powiedzieć
Dobrze wiedzieć. O cholera na śmierć zapomniałam o igrzyskach. Okej, wiem, że są w moim mieście ale jakoś ostatnio mało mnie to obchodziło. Co prawda mechanicznie, zdobywając vice mistrzostwo europy mam zapewniony start na igrzyskach, podobnie jak Matt tylko,że on ma mistrzostwo i jestem pewna, że jego marzenia o medalu olimpijskim się spełnią. Co do mnie. Szczerze? Na nic nie liczyłam. Owszem pływałam, podobno wybitnie jak mi mówili trenerzy. Lecz ja nigdy nie byłam i nie jestem pewna siebie i w to nie wierzę. Uprawiam ten sport, ponieważ go kocham, można teraz już powiedzieć, że nawet uzależniona. Żaden człowiek nie zaczyna czegoś robić myśląc, albo od samego początku marząc o największym sukcesie, o jakimkolwiek sukcesie. Zaczęłam pływać z zdrowotnych celów w wieku sześciu lat. Później poruszając się w czasie wchodziłam na coraz wyższe schody tego sportu. Teraz przed mną olimpiada, jest dla mnie tym bardziej ważna, ponieważ odbywa się w Londynie.
- Okej, mam nadzieję, że wspólnie wytrzymamy '' tydzień śmierci''.
Zaśmialiśmy się.
- Razem damy radę- pocieszył mnie Matt.
Po dziesięciu minutach byliśmy na basenie. Jeszcze nikogo nie było prócz pracowników. Weszliśmy na teren basenu i udaliśmy się do budki dla ratowników. Ubrałam na siebie strój kąpielowy, spodenki i koszulkę ratownika, podobnie zrobił Matt. Udaliśmy się na nasze krzesła, które były przysłonięte parasolem. Dzisiaj w Londynie wyjątkowo było bardzo upalnie bo ponad 30 stopni wskazywał termometr. W mgnieniu oka minął nam czas do otwarcia basenu. Po dwóch godzinach było już pełno ludzi. Musieliśmy z Mattem mieć głowę na karku. Najgorzej było z małymi dziećmi, które albo gubiły się rodzicom, albo wpływały na teren nieodpowiedni do ich możliwości no i oczywiście z młodymi chłopakami, którzy myśleli, że potrafią i mogą wszystko. Jeden z nich był bezczelny. Gdy podeszłam do niego powiedziałam kulturalnie żeby nie skakał do wody, ponieważ jest dużo ludzi, a on mi odpowiedział - Kotku, za loda może przestane. Odwróciłam się i poszłam na swoje krzesło. Tak na prawdę było mi cholernie smutno, że coś takiego do mnie powiedział ale próbowałam być  twarda i nie pokazywać tego po sobie. Szybko wybiła godzina czwarta i mieliśmy zmianę z Mattem. Po skończonej pracy udaliśmy się do Starbucks'a. Zamówiliśmy sobie po pysznej kawie i. usiedliśmy przy stoliku

Nagle podeszły do nas dwie dziewczyny. Nie miały zbyt miłych wyrazów twarzy. Zrobiłam pytającą minę.
- Jebana suko masz się odpierdolić od  Nialla. Rozumiesz? Chyba, że zmądrzał i już się rzucił nie dziwiłabym się mu, albo jesteś skończoną dziwką, że umawiasz się z kimś innym za jego placami! - wykrzyczała jedna i wraz z towarzyszącą jej dziewczyną odeszły od naszego stolika.
Miałam otwartą buzię i powili mój mózg zaczął analizować co one właśnie powiedziały. Poczułam tylko, że Matt bierze mnie w ramiona i wstaję. Pomógł mi dojść do domu. Byłam w transie nie dochodziło do mnie co do mnie powiedziały fanki Niala no właśnie fanki. Wiedziałam, że są one nierozłącznym składnikiem w jego karierze i to dzięki nim jest tam gdzie jest, ale to nie zwalnia ich z pewnych norm społecznych i dobrego wychowania. Ich idol też ma prawo się zakochać i być szczęśliwy, lecz chyba muszę się powoli przyzwyczaić, że nigdy nie będzie kolorowo. Nigdy wszystkie się z tym nie pogodzą. Matt odprowadził mnie do mojego łóżka, pocałował w głowę chciał ze mną zostać, lecz ja poprosiłam, aby zostawił mnie samą. Próbowałam się uspokoić i zacząć się do tego przyzwyczajać, po prostu egzystować z tą częścią życia Nialla. Po krótkiej drzemce włączyłam laptopa.

Weszłam na twittera byłam pod wrażeniem, że ponad dwa miliony osób mnie obserwuje, lecz wiedziałam dobrze dlaczego tak jest. Nie dla tego, że jestem tego warta, mam ich tyle, ponieważ jestem dziewczyną Nialla Horana bożyszcza nastolatek. Weszłam w swoje interakcje. Zaczęłam czytać te wszystkie hejty od dziewczyn. Rzadko było tam coś miłego. Po chwili z impetem zamknęłam klapę od laptopa. Miałam tego cholernie dość. Czym sobie na to zasłużyłam. Nie zrobiłam nic złego za co mogły mnie tak nienawidzić. Łzy spływały po moich policzkach. Po głowie chodziły mi tylko teksty tych nastolatek. Przycisnęłam poduszkę do buzi i ryczałam w nią. Gdy się uspokoiłam usłyszałam dźwięk telefonu. Byłam pewna, że dzwoni Niall, lecz była to wielka pomyłka jak się później okazało.
- Halo? - powiedziałam.
- Hej Ann- usłyszałam, charakterystyczny, ciepły głos. Dokładnie wiedziałam do kogo on należy w moich oczach momentalnie znowu pojawiły się łzy.
- Meg? - powiedziałam niepewnie, chociaż byłam pewna, że to ona.
- Tak.
- Boże, nie, po prostu nie wierzę, że do mnie dzwonisz. Nawet nie wiesz jak mi tu ciężko bez ciebie- westchnęłam.
Meg dwa miesiące temu wyprowadziła się z Londynu do Glasgow. Teraz mieszkałyśmy na drugich końcach kraju. Poznałyśmy się dwa lata temu na zawodach dzięki Matt'owi, co prawda później się śmiałyśmy, że znamy się od urodzenia i było nam to przeznaczone, ponieważ nasze mamy leżały na jednej sali poporodowej. Niezły zbieg okoliczności, ale wierzę w przeznaczenie, że tak miało się śmiać. Meg urodziła się dwa dni przed mną. Tak to na basenie poznałam najbliższych i oddanych  mi ludzi nie licząc mojego Niallerka. Zawsze mogłam jej wszystko powiedzieć, zawsze doceniałam jej przyjaźń co ja mówię dalej doceniam, lecz cholernie mi jej brakuje, lecz wiem, że te kilometry między nami nie zepsują naszej relacji. Kochałam ją za to, że była, że mogłam w każdej chwili do niej zadzwonić, zwrócić się z każdą sprawą. Za każdym razem świetnie umiała mnie wysłuchać, doradzić i podnieść na duchu. Dni spędzone z nią nigdy nie są stracone, wręcz najlepszy w moim żuciu.
- Ann, mnie też, nie znam tu nikogo, w dodatku są wakacje, siedzę cały czas w domu i nigdzie nie wychodzę- powiedziała.
- Meg mam świetny pomysł.
- Tak? Jaki? Lubię twoje dzikie pomysły przyjaciółko- roześmiała się promiennie.
- Przyjedź do mnie za miesiąc, wtedy będą Igrzyska. Bardzo mi zależy żebyś była na moim starcie noo i Matt pewnie też za tobą tęskni. Chcę z tobą troszkę pobyć. Co ty na to?
- Wow, Ann, dzięki za tą propozycję, ale wiesz muszę najpierw skonsultować to z rodzicielką i tatą.
- No, tak, ale mam nadzieję, że się zgodzą, trzymam kciuki.
- Okej, to zadzwonię do ciebie w najbliższym czasie jaka jest odpowiedź.
- Spoczko, czekam.
- Kończę, bo jest już późno - powiedziała.
- Pa kochana- pożegnałam się.
- Pa, całusy.
Na ustach miałam banana. Zwykła rozmowa z nią i mój humor zmienia się o trzysta sześćdziesiąt stopni. Była już godzina jedenasta, jak ten czas szybko zleciał. Byłam dość zmęczona po całym dniu wrażeń i niespodzianek poszłam jeszcze tylko do łazienki wymyć zęby i przebrać się w piżamę i przykryłam się szczelnie swoją pierzyną. Przejrzałam jeszcze nasze wspólne zdjęcia i zasnęłam...

_________________________________________________________________________________


Dziękuje za nominację do Versatile Blogger Award. 
Nie długo dodam zakładkę na blogu gdzie będziecie mogli dawać linki do swoich blogów, ponieważ muszę nominować kilka.

Słodziaki liczę na opinie pod rozdziałem.

Dziękuje za wszystko mojej przyjaciółce, za to że jesteś.
Wiesz, że cię kocham. xx

mój twitter : hipster_model

Jeśli cię nie powiadamiam, chcesz żebym to robiła zostaw tt.

++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++

----------------------- 40 komentarzy = kolejny --------------------

++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++